Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Aktorstwo to spotkanie z człowiekiem

Ona  nosi w torebce „Zwierciadło”. On mówi „dzień dobry”, które brzmi jak dzwon z Notre Dame. Oboje budują role, tworzą i przyglądają się życiu. Niedawno gościli w Akademii Filmowej OTWÓRZ OCZY! Anna Cieślak i Przemysław Wyszyński w przerwach między seansami filmowymi opowiedzieli nam, dlaczego aktorstwo to spotkanie z drugim człowiekiem.

Młodzi, otwarci na życie, ciekawi tego, co spotka ich w zawodzie, wrażliwi, doświadczeni. Ich aktorskie entre było zupełnie inne. Debiut Anny Cieślak był mocny, znakomity. W 2005 roku zagrała w polsko-luksemburskim filmie „Masz na imię Justine” wyreżyserowanym przez Franco de Penę. Wenezuelski twórca opowiedział w nim historię dziewczyny z małego polskiego miasteczka, która wyjeżdża z ukochanym do Niemiec. Tam zostaje przez niego sprzedana mafii zmuszającej kobiety do uprawiania prostytucji.

Film, w którym pierwszy raz na ekranie pojawiła się Anna Cieślak, stał się zalążkiem ważnej pracy społecznej, jaką wykonuje na rzecz Fundacji „La Strada”. Jest to organizacja, która od prawie 20 lat zajmuje się przeciwdziałaniem przemocy i poszerzaniem świadomości na temat handlu ludźmi, zwłaszcza kobietami. Aktorka jest wolontariuszką i ambasadorem tej Fundacji, angażuje się w liczne akcje i wydarzenia o charakterze fundrisingowym, szuka darczyńców dla podopiecznych, spotyka się z młodymi ludźmi; była też ambasadorem I Festiwalu Filmów o Handlu Ludźmi „18/18” (2012). – Po roli Justine było mi trudniej. Producenci filmowi kojarzyli mnie z cierpieniem bohaterki, z ofiarą. Dlatego jestem wdzięczna Ryszardowi Zatorskiemu za to, że obsadził mnie w swojej komedii „Dlaczego nie!” (2007). Dzięki roli Małgosi udało się przełamać ten wizerunek. Wdzięczna jestem również dyrektorowi Teatru Kwadrat, Andrzejowi Nejmanowi, za to, że mogę występować w teatralnych komediach i farsach, i uczyć się tej trudnej sztuki. Dzięki Justine dotarłam do wielu młodych ludzi. Prezes „La Strady” – Irena Dawid-Olczyk uświadomiła mi, że moje sceniczne role to nic innego jak opowieść o przemocy, nadużyciach i temu jak ludzie, kobiety, się z nimi zmagają, albo się im poddają, sądząc, że nie mają żadnych praw. A to nieprawda, po prostu nie są ich świadomi.

Fundacja, dla której z ogromnym zaangażowaniem pracuje młoda aktorka, zajmuje się nie tylko handlem ludźmi, zakres jej działania obejmuje zjawiska dotyczące współczesnych form niewolnictwa i pracy przymusowej. Zgodnie ze statystykami, rocznie na świecie sprzedaje się 200 milionów osób, 200 tysięcy stanowią kobiety trafiające do domów publicznych, kilkanaście tysięcy z nich to Polki. Film, w którym tak sugestywnie zagrała Anna Cieślak, był więc nie tylko udanym debiutem, stał się początkiem ważnej działalności poza sceną. Jak mówi, to jej mentorka – Anna Dymna, nauczyła ją, że w życiu dobrze jest być potrzebną. Te działania uczą ją również pracy w zespole. Cieślak ma nadzieję, że czasy autokreacji przeminą, już przemijają, i że postawimy w końcu na współpracę.

Aktorce bliski jest również los starych aktorów. – To ludzie, którzy poświęcili swoje życie sztuce, uprawiali ten zawód całe swoje życie, a kończą je osamotnieni, w zapomnieniu. Do Domu Aktora Weterana w Skolimowie, z którym również współpracuję trafiają nieliczni, oni mają to szczęście. Ale nie wszyscy je mają.

Noszę cały czas przy sobie „Zwierciadło”, w którym został opublikowany wywiad z Danutą Szaflarską. To cudowny człowiek, wspaniała aktorka. Musimy pamiętać o starych aktorach, utrzymywać tę międzypokoleniową więź, bo to są nasze autorytety. To one dają nam spokój i świadomość miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Wcześniej Ci ludzie chronili nas, otaczając nas troską, uwagą, dzieląc się z nami wiedzą i doświadczeniem, uwierzyli w nas, gdy my jeszcze nie wierzyliśmy w siebie. Kiedy nie są już w stanie nam tego dać, na nas przychodzi kolej. Gdyby nie było starych aktorów, nie byłoby nas. Azylem jest dla nich Teatr Polskiego Radia. To tutaj o 7 rano można spotkać panią Teresę Budzisz-Krzyżanowską i innych wybitnych aktorów, mówiących w nienaganny sposób, cichych, którzy nie muszą już niczego udowadniać. Oni są. Pamiętajmy o nich i mówmy o nich, bo nie jest w porządku milczeć o tym, jaki na starość spotyka ich los  – apelowała Anna Cieślak.

Zdaniem aktorki nie kształcimy już ikon – polskiego kina, teatru. Wszystko dzieje się szybko, jest chwilowe. Dlatego tak ważne jest, by się zatrzymać, zagłębić. – Byłam niedawno na festiwalu Zatoka Kobiet, który w Sopocie organizuje Agata Młynarska. Wysłuchałam recitalu Stanisławy Celińskiej. Występowała na tle ściany, podnosiła dłoń w górę, widzowie wodzili za nią wzrokiem. Nie było tam niczego więcej. Tylko ona, skupiająca ich uwagę. Pomyślałam: wszyscy wiedzą, kim jest Kuba Wojewódzki, a tak niewielu zna ją. Dlaczego? Przecież to, co jest na dziś jest odtwórcze, a aktorstwo wymaga znacznie więcej – wyobraźni, tworzenia. Jest spotkaniem z drugim człowiekiem. Wielofunkcyjność współczesnego aktora jest trudnym doświadczeniem. Aby przeżyć, trzeba odtwarzać, ale nie w tym jest sens – powiedziała Cieślak, która organizuje również seanse dla podopiecznych podwarszawskiego domu dziecka (wspólnie z przyjaciółką, Martą Żmudą-Trzebiatowską) i Fundacji „Mimo Wszystko” Anny Dymnej. – To wymiana, dzięki której mnoży się to, co w człowieku najlepsze. To także lekcje pokory – stwierdziła aktorka.

Dlatego oboje, z Przemysławem Wyszyńskim, tak kochają teatr. Czas prób, które trwają miesiącami pozwala im na głębię, refleksję. Daje czas. To czas tworzenia. Młody aktor konsekwentnie podąża własną drogą. Jego siłą jest głos. Od kilku lat jest choreografem sztuk walki w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, którą ukończył w 2010 roku. Jest również asystentem prof. Tomasza Grochoczyńskiego, ma otwarty przewód doktorski z zakresu frazowania w „Ślubach panieńskich”. Śpiewa, dubbinguje, gra w teatrze, serialach.

Podczas spotkania z dzieciakami w Akademii Filmowej OTWÓRZ OCZY! zachęcał, by marzyły i robiły wszystko, by ziścić te marzenia. On sam jest na to żywym przykładem. W 2013 roku ukończył Lee Strasberg Theatre& Film Institute w Los Angeles. To legendarna amerykańska szkoła, działająca także w Nowym Jorku, której absolwentami są między innymi Marylin Monroe, James Dean, Jane Fonda, Marlon Brando, Al Pacino, Robert De Niro, Dustin Hoffman, Dennis Hopper, z młodszego pokolenia – Julia Roberts i Uma Thurman.

Warszawska Akademia Teatralna pracuje od lat z technikami relaksacyjnymi, które polskiej uczelni  przekazała Anna Strasberg, wdowa po Lee, która kontynuuje jego dzieło. Jako student, Wyszyński uczestniczył w zajęciach opartych na tych technikach. W Los Angeles zetknął się z czymś więcej niż legenda. –
Były to ćwiczenia na zmysły, wyobraźnię, przywoływanie wspomnień. Opierając się na własnym doświadczeniu, odczuwaliśmy emocje i był to początek wszystkiego – tego, co się wydarzy we mnie, a dopiero potem na ekranie. Ta praca rozrastała się jak drzewo, od maleńkiego pędu, dalej, w rozłożyste konary. Może to zabrzmieć dziwnie, narcystycznie, ale wszystko zaczynaliśmy OD SIEBIE. Było to dla mnie również doświadczenie kulturowe. Pracowaliśmy bez stresu, bez napięć. Amerykanie mają inne podejście do świata, do zawodu. Nauczyłem się tam, że nie muszę nikogo zaspokajać, niczego udowadniać. Mogę być sobą i wolno mi odważyć się na słabość. To początek wszystkiego – tłumaczył Przemysław Wyszyński, który podobnie jak Anna Cieślak, ceni czas prób w teatrze. I głębię, nie wstydząc się zachwytu.

Oboje można oglądać w Teatrze Polskim w Warszawie w spektaklu „Król Lear” w reżyserii Jacques’a Lassalle’a (premiera: 26/04/2014) z tytułową rolą Andrzeja Seweryna. W Konińskim Dom Kultury gościli 10 marca br. na zaproszenie szefowej Akademii Filmowej OTWÓRZ OCZY! Katarzyny Kubackiej.

 
Fot. Zdzisław Siwik



 

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2