Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Himalaje pod powiekami Marii

Urodziła się zimą, w ładnym miejscu w Wielkopolsce. Resztę opowiada w swoich wierszach, które nie ustępują uznanej polskiej poezji. Nic dziwnego, że goście Miejskiej  Biblioteki Publicznej słuchali ich jak urzeczeni. Maria Wiatrowska-Pers, nauczycielka, wydawca, dziennikarka, podróżniczka i poetka – dopiero co objawiona – czytała tam swoje utwory z okazji Światowego Dnia Książki.

Kawa w czerwonej filiżance

Wiatrowska-Pers chodzi własnymi ścieżkami, pewnie dlatego nie dała się poznać wcześniej jako autorka. Jej twórczość znało dotąd nieliczne grono przyjaciół. Sytuację tę odmieniło spotkanie w MBP, które ujawniło ją jako interesującą poetkę, kobietę i człowieka – szerszej niż dotąd publiczności.

Maria Wiatrowska-Pers z wykształcenia jest polonistką, jest także autorką dwóch tomików wierszy zatytułowanych „List szeptany” i „Zapachy i złudzenia”. – Ciekawa świata, drugiego człowieka, świadoma. Pisząca w niezwykły sposób o rzeczach zwykłych – tak przedstawiła ją Hanna Kubacka-Kujawińska, która prowadziła spotkanie. Czytanie wybranych wierszy stało się dla nich pretekstem do rozmowy. O życiu, ważnych sprawach, złudzeniach i rozczarowaniach, o podróżach i marzeniach, a nade wszystko o uczuciach, towarzyszących człowiekowi w jego drodze.

Poetka święci w niej rytuały codzienności. Poranna kawa w czerwonej filiżance smakuje najbardziej w kwitnącym ogrodzie. Nim doszła do tego, czym jest dla niej szczęście, gdzie jest jej miejsce na ziemi, uważała, że powinna być wszędzie tylko nie TU. Upływający czas, refleksja i dojrzałość sprawiły, że dom rodzinny stał się miejscem, w którym JEST z wyboru. Dobrze byłoby mieć ją w herbie i chyba zamarzyli o tym organizatorzy spotkania autorskiego, pisząc o Marii Wiatrowskiej-Pers: „koninianka”. Autorka tomu „List szeptany” pochodzi jednak z Rumina, gdzie mieszka od urodzenia. Nie myśli też zmieniać miejsca zamieszkania.

Jej zawodowa droga – pokrętna, trochę wyboista, ale i różnorodna nauczyła ją wiele o niej samej. Po studiach rozpoczęła pracę w niewielkiej szkółce w Kaleni Małej w gminie Kłodawa. Po kilku latach nauczycielskiej przygody, poczuła się wypalona.  Poszukiwania zaowocowały najpierw pracą redakcyjną w gminnym piśmie, później – w kwartalniku opisującym eksploracje, wyprawy i pasje ludzi – „Odkrywca”. Wydawcą tego czasopisma byli koninianie, Jolanta i Marek Dudziakowie. – Kiedy pierwszy raz pojechałam z Markiem w Góry Sowie, spotkałam zapaleńców, poszukiwaczy tajemnic Kompleksu Riese. Widząc ich entuzjazm, zaangażowanie, zastanawiałam się, czego ja właściwie poszukuję. Doszłam do wniosku, że moją pasją jest odkrywanie ludzi, ich mądrych, ciekawych życiorysów. Ludzie mają nam do powiedzenia interesujące rzeczy, tylko nie zawsze potrafimy ich słuchać – tłumaczyła Maria Wiatrowska-Pers.

Punkty odniesienia

Obserwacje na temat życia, stanu własnego ducha dokumentują jej kolejne utwory. Są zapisem rozterek, rozczarowań, jak w wierszach „Spóźniona” czy „Punkt odniesienia”. Był czas, kiedy dawni przyjaciele odmierzyli po kilka milowych kroków, ona została gdzieś w punkcie wyjścia. Ta konfrontacja przyniosła gorzką refleksją.  – Kiedy nie jesteśmy pewni tego, co z nami się dzieje, kiedy się gubimy, szukamy odniesień, porównujemy się. To naturalne. Teraz już wiem, że każdy z nas ma swój czas, swój rytm – mówiła do zebranych. Kiedy jednak przeczytała wiersz „Kobiety poranne”, traktujący o wątpliwym pięknie kobiet o świcie, nie wytrzymał jeden ze słuchaczy, Jan Sznajder, mówiąc:  – Wszystkie kobiety, które budzą się rano są piękne!

Maria Wiatrowska-Pers wróciła do pracy w szkole po 8 latach przerwy. – To był trudny powrót. Uważałam, że muszę dotrzeć do wszystkich, ale rzeczywistość znów zweryfikowała moje przekonanie. Teraz myślę, że jeśli zostanie coś choćby w jednej osobie, do której mówię,  to moja wygrana. Komuś byłam potrzebna! Bywa też, że, rozdajemy siebie naiwnie, a odwraca się to przeciwko nam (temu tematowi poświęciła z kolei wiersz „Rozrzutność” – przyp. red.). O byciu potrzebną i trudach dawania padło jeszcze sporo zdań. Maria Wiatrowska-Pers poświęciła tym refleksjom wiele swoich utworów.

Dla autorki „Zapachów i złudzeń” miejsce na ziemi to nie tylko dom, praca, to również bliscy, o których pisze z zachwytem, miłością, szacunkiem, odkrywając ich na nowo w kontekście upływającego czasu („To tylko bajka”) czy wspomnień. – Moja babcia nie była osobą wykształconą, ale wiele było w niej mądrości, delikatności, przyzwoitości, wyczucia. Ona zawsze wiedziała, co powiedzieć, jak się zachować. Odeszła za szybko, przez wiele lat bardzo mi jej brakowało.

Narodziny wiersza

–  Jak rodzi się wiersz? – spytała w końcu Hanka Kubacka-Kujawińska. – To może być myśl, spotkanie, rozmowa, uczucie, film, refleksja. Pod wpływem takiego impulsu napisałam „Jutro idziemy do kina”. Kiedy po raz pierwszy obejrzałam ten film (pod takim samym tytułem – przyp. red.), dotarło do mnie, że skupiamy się na wspominaniu albo planujemy, nie ma nas tu i teraz. Bardzo często używamy też sformułowania: „dla zabicia czasu”. A przecież tylko dzisiaj jest na pewno – tłumaczyła Wiatrowska-Pers, cytując fragment swojego utworu: „Nie odkładaj niczego na później / Może nie być żadnego jutra”.  

To jak rodzi się wiersz, jej wiersz? Poetka zapisuje często jedynie zarys, pomysł i wraca do niego po jakimś czasie, nawet po roku. – Chcę, by słowo oddało to, na czym mi zależy. Czasem wiersz rodzi się gotowy, czasem zapisuję jeden wers. Dwa niewielkie tomiki wierszy, które wydała własnym sumptem świadczą o twórczej dojrzałości, świadomości, rzetelności i odpowiedzialności wobec słowa. Potwierdza to ona sama: – Poezja to połączenie iskry Bożej z pracą i doskonalonym nieustannie warsztatem. Pisze wiersze białe, ale zdarzają się w jej twórczości utwory rymowane, jak „Walc po zmierzchu”, w którym prócz rymów zastosowała instrumentację głoskową.

Maria Wiatrowska-Pers debiutowała również jako tłumaczka. Przyjaciele  będąc w Irlandii, przywieźli jej tom wierszy Yeatsa. Autorka odczytała go na głos w języku angielskim i tłumaczeniu polskim. Yeats mógłby jej pozazdrościć, szczególnie lapidariów: „Czasem przychodzi wiersz, a czasem bezradność” albo ironii i dystansu, które mogłaby zaczerpnąć od niej Szymborska.

W jej wierszach jest sporo mowy o drodze. Tej dosłownej, ale i tej która jest metaforą życia. Obie splata refleksja. W podróżach można odebrać lekcje pokory, napawać się pięknem i ogromem świata, sprawdzić granice własnej wytrzymałości, a wreszcie – poznać lepiej i zrozumieć siebie.

Maria Wiatrowska-Pers podróżuje, zapisując w wierszach jak w dzienniku piękno Annapurny o świcie i żywioł Tatr, z którym przyszło jej się zmierzyć. Nabywa w tej drodze hartu ducha, by odpowiedzieć Najwyższemu: „Nie nadstawię policzka… skorzystam z rozumu… sam mi go dałeś… to teraz masz”. Dojrzewanie przyniosło korzyść nie tylko jej, ale i poezji, w której zamieszcza prawdę, pozbawia złudzeń, nazywając rzeczy po imieniu, i w której mimo to odnaleźć można Himalaje wrażliwości, delikatności i mądrości.

Spotkanie z poetką zakończył wiersz „Obietnica”, który traktujemy dosłownie jako deklarację jej kolejnej wizyty w sąsiedniej miejscowości. Minione wydarzenie organizowała Miejska Biblioteka Publiczna. Było to 23 kwietnia tego roku, z okazji Światowego Dnia Książki.


Fot. Zdzisław Siwik
 
 

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2