Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Fotografie w skali Richtera

Scenariusz tego wernisażu napisało życie. Jego autor, Mirosław Jurgielewicz mówi konkretniej – Natura, na którą nikt nie ma rady. 25 kwietnia tego roku w Nepalu zanotowano niespotykane na świecie trzęsienie ziemi w skali 7,8 w skali Richtera, z 18 wstrząsami wtórnymi. Pod gruzami zginęło prawie 9 tysięcy ludzi, 20 tysięcy zostało rannych. Wywołało to lawinę w Himalajach, która pochłonęła kolejne ofiary. Zabytki w Katmandu, Pokahrze, Bakhtapur czy Patanie – chluba dziedzictwa narodowego Nepalu – uległy całkowitemu zniszczeniu. Zdążył je udokumentować koniński dziennikarz i fotograf – Mirosław Jurgielewicz.

Podobno mężczyzna jest głową, a kobieta szyją, która tą głową kręci. Jest w tym ziarno prawdy, bo na wyprawę do Nepalu Mirka Jurgielewicza „wysłała” żona. Było to 3,5 roku temu. W podjęciu decyzji pomogła też rozmowa z napotkanym na ulicy konińskim radnym i przedsiębiorcą, Kazimierzem Lipińskim, który utwierdził autora fotografii w przekonaniu, że taka okazja może się nie powtórzyć. Za tę motywację Jurgielewicz zrewanżował się, wręczając podczas wernisażu fotografię, na której widniał napis: ‘Art. Service’ (dla niewtajemniczonych – taką nazwę nosi firma stworzona przez Lipińskiego). Została wykonana oczywiście w Nepalu. Z tą różnicą, że tamtejszy Art. Service zajmuje się ręcznym malowaniem tablic rejestracyjnych.

Mirek Jurgielewicz przywiózł z Nepalu 3,5 tysiąca zdjęć, nie bardzo wiedząc, w jaką ująć je formę. Dlatego wiele mówił o scenariuszu, który napisało życie. Wybrał z nich najpierw 400 i dalej nic. Po trzęsieniu ziemi – wiedział już wszystko. Miejsca, których nie ma – to właśnie pokaże na wystawie. W tytule jego wernisażu znalazł się znak zapytania. I dobrze, bo daje nadzieję. Po pierwsze – miejsca te istnieją w sercach Nepalczyków, związanych emocjonalnie i duchowo ze swoim dziedzictwem, po drugie – pod powiekami noszą je turyści, którzy zwiedzili ten kraj przed katastrofą. I po trzecie – znajdują się z pewnością na tysiącach fotografii wykonanych przez profesjonalistów na całym świecie. I na zdjęciach Mirosława Jurgielewicza, dzięki którym koninianie, którzy nie znali, nie widzieli, nie byli – mogli podziwiać świątynie, wieże, place, ludzi. W głosie autora zdjęć również było słychać nadzieję – że te miejsca, te zabytki zostaną odbudowane, że potrzeba jedynie czasu i mnóstwa pieniędzy. Po doświadczeniach okupacji hitlerowskiej, po Powstaniu Warszawskim, które zrównało stolicę z ziemią – wiemy, że to możliwe. Nepalczycy nie mieli co prawda kogoś w rodzaju Canaletta czy Prusa, ale fotografie wystarczą. Może więc uda się odbudować przepiękne świątynie Kathmandu Durbar Square, Swayambhunath, Bodnath, Patanu i Bhaktapur, wieżę Dharahara, Świątynię Paśupatinath czy uliczki Thamel dzięki ludziom dobrej woli?

Był to wernisaż z przesłaniem i konkursem.  Z przesłaniem, bo Nepalczycy należą do najbiedniejszych mieszkańców Ziemi (na jednej z fotografii widniało coś w rodzaju 4-piętrowego wieżowca z jednym wejściem, w którym na parterze mieszkają pradziadkowie, wyżej – dziadkowie, dzieci, dalej wnuki) – ze skutkami tego kataklizmu sami sobie nie poradzą, mimo iż rodzinne firmy pracują zwykle całą dobę. Należą też do ludzi ceniących sprawiedliwość, to cnota, która w Nepalu jest jedną z najważniejszych.

Na drugi dzień po tragedii z krakowskiej Relaksmisji, z którą byłem właśnie pod Himalajami, nadszedł apel: Rajj w potrzebie! Niespełna 30-letni Rajj, nasz nepalski cicerone, okazał się tym synem w swojej rodzinie, na którego postawił ojciec – głowa wszystkiego: od familii rozległej, przez rozstrzyganie sąsiedzkich sporów, po turystyczno-hotelarski interes. Rajj został jego następcą. Wiem o dziś, z przekazów, które docierają od czasu do czasu właśnie stamtąd.

Stąd prośba do Ciebie, do Ciebie, do Ciebie. Także do Ciebie. Spójrz na numer konta, zastanów się, czy możesz pomóc.. Każdy grosz trafi w dobre ręce, do ludzi, którzy wiedzą , co jest komu najbardziej potrzebne. Nepalczycy, podobnie jak my – Polacy, to jedna wielka rodzina
– napisał Mirosław Jurgielewicz w programie wystawy. Słowa te powtórzył pośród gości swojego wernisażu.

Pieniądze można wysyłać na konto Relaksmisji: 38 1140 1081 0000 2194 7300  1007 – z dopiskiem: POMOC DLA NEPALU.

Autor fotografii, opowiadając o budowlach, zabytkach, miejsca, którzy oglądali widzowie, zorganizował konkurs. Zadaniem zwiedzających było odnalezienie postaci, którą Mirosław Jurgielewicz sfotografował dwukrotnie tego samego dnia, rankiem i popołudniu. Na to pytanie odpowiedział bezbłednie młody człowiek, Marcin Mazurek. Na dobry początek otrzymał album fotograficzny, do wypełnienia pracami własnymi.

I jeszcze słowo o Szyi. Aleksandra Jurgielewicz nie tylko wysłała męża w podróż do Nepalu, opracowała również graficznie 49 fotografii i stworzyła estetyczną oprawę wydarzenia, które w Młodzieżowym Domu Kultury oglądali goście wernisażu (28 maja br.). Wystawę zatytułowaną „Katmandu. Miejsca, których nie ma?” można zwiedzać do czerwca br. tamże.

Dodajmy również, że pieniądze na ratowanie życia ludzi i odbudowę Nepalu można przekazywać za pomocą sms. W takiej formie zbiera je Polski Komitet Narodowy UNICEF. Wystarczy wysłać wiadomość o treści NEPAL pod numer: 7245. Jego koszt to jedyne: 2.46 zł

NAMASTE


Fot. Zdzisław Siwik

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2