Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Jan z Posoki

Jan Sznajder dozuje swoją obecność. Każda wystawa jest jak powrót z dalekiej podróży. Artysta pozostawia w oglądających niedosyt, by później nie pomieścić ich przed swoimi obrazami. Nigdy nie malował realistycznie. Nie umie mówić o swoich pracach. To widz ma odnaleźć ich istotę.

Sznajder jest artystą trudnym i kochanym. Ten paradoks nie zdarza się często, nawet w świecie sztuki. Jego obrazy są niełatwe w odbiorze, on sam emanuje ciepłem, dobrocią i skromnością. Ostatnią wystawę otworzył w 2009 roku, w tej samej galerii – w „Wieży Ciśnień”. I tym razem, 12 czerwca, zaraz po nawałnicy, strugach deszczu i gradzie, zgromadził w niej tłumy oglądających. Artysta, który nie maluje realistycznie i nigdy tego nie robił, pochodzi z rodziny o plastycznych tradycjach. Jego ojciec, Włodzimierz Sznajder, był i jest znanym konińskim artystą, który portretował najskrytsze zakamarki miasta przez całe swoje pracowite życie. Jego rysunki piórkiem, wielokrotnie ilustrowały łamy „Koninian”. Rok temu nakładem lokalnego samorządu ukazał się album „Malowałem Konin”, zawierający zbiór rysunków i grafik, przedstawiających konińską starówkę. Autorem tych prac jest ojciec Jana, Włodzimierz. Mówi się, że obiektyw „rysuje”, jeśli tak – do następcy Włodzimierza i Jana zaliczyć można również wnuka i syna – Jerzego, znanego konińskiego fotografa (który z kolei opublikował album fotograficzny „Konin i duchy przeszłości”, zestawiając w nim stare fotografie i pocztówki, z całkiem świeżymi kadrami, 2015).  No i był Juliusz Kossak i Wojciech i Jerzy Kossak – trudno uwierzyć, że ich zdolności wzięły się tylko z zapachu farb, którą czuli od dziecka. Geny jednak musiały porządzić... – głosi jeden z wpisów w Internecie pod informacją o ostatnim wernisażu Jana Sznajdra. To wszystko a propos jego rodu.

Sznajder, Jan, nigdy nie puentuje swoich obrazów gotowym, skończonym tytułem. Naprowadza, podaje trop, lecz nie interpretuje. To pozostawia oglądającym. Gdyby umiał mówić, nie musiałby malować – tak powiedział kiedyś o sobie. A jednak słowem się posiłkuje, jest nim poezja. Artysta szuka w niej wypowiedzi, która koegzystując z obrazem, najtrafniej go komentuje. O sztuce mówi: Nie buduje świata, lecz wnosi do niego wartości uprzednio istniejące, jest elementem składowym innych form istnienia. Poszukiwanie wartości etycznych w sztuce jest nieporozumieniem. Może ich nie szuka i szukać nie zaleca, a jednak znajduje i znajdować pozwala? (w jego estetyce zakorzenił się głęboki humanizm, miłość do natury i człowieka. Czyż to nieetyczne?). Każdy mój obraz jest niczym innym jak kolejnym „autoportretem w rozmowie” – powiedział też kiedyś Jan Sznajder. Tocząc ze sobą dialog, rozmawia ze światem, niemymi świadkami tego dyskursu są widzowie w galeriach.

Aby w nich się pojawiał jak najczęściej, nie tylko w Polsce, ale i na świecie – życzyła mu Elżbieta Barszcz – dyrektor Centrum Kultury i Sztuki, malarka zachwycona kolorystyką jego prac. Na wernisażu zjawiła się Zena Sroczyńska, kierownik wydziału kultury UM w Koninie, która przeczytała Janowi Sznajdrowi ciepły i pełen życzliwości list od prezydenta – Józefa Nowickiego. „Czymże byłby Konin bez Ciebie, Drogi Janku?” – pytał w nim retorycznie szef naszego miasta. Sroczyńska złożyła też serdeczne życzenia w imieniu teścia, Stanisława, prywatnie przyjaciela i wielbiciela artysty, z którym od lat współpracują w „Koninianach”. Ela Barszcz podarowała posocki bukiet kwiatów – jak go nazwała. On zaś żartował, że w światowych galeriach płacą już tylko w euro i że prezydent ‘od kultury’ – Sławomir Lorek, odpowiada bezpośrednio za niego.

Wernisaż malarski Sznajdra odwiedziło wielu przyjaciół, rodzina, była wśród nich również konińska pisarka – Anna Dragan, którą Robert Brzęcki, kurator wystawy nazwał słusznie – „specjalistką od Sznajdra”. Autorka wielokrotnie pisała wstępy do katalogów malarza, artykuły w lokalnej prasie, tłumacząc jego twórczość z języka malarskiego na literacki. Mimo iż on sam tego nie potrafi, przyjaciółce udało się to świetnie. To, co dzieje się na obrazach, oddała słowami, mimo wszystko prostszymi do zrozumienia dla zjadaczy chleba („Kamienie są wokół, nie jestem kamieniem…”, katalog „Malarstwo. Jan Sznajder”, Galeria Sztuki „Wieża Ciśnień, Konin 2009). Współpracowali również przy kilku publikacjach książkowych występując jako współautorzy (Sznajder ilustrował wybrane książki Anny Dragan).
 
Mówiąc o bliskich artysty, obecnych podczas wernisażu, nie można nie przywołać Danuty Czerwińskiej, towarzyszki jego życia, z którą tworzy odrębny, pełen piękna i czułości świat na Posoce.
 
W pobliżu ruchliwej ulicy, w drodze na Rumin znajduje się dworek, w którym mieszkają i tworzą, opiekują się psami i spierają na różne tematy. Sznajder zgromadził tam dzieła sztuki ludowej, organizując prywatne muzeum. Tam również powstają jego dzieła i goszczą się przyjaciele. O życiu, jakie prowadzą, blisko natury, powstał dokument. W 2001 roku zrealizował go koninianin, student Szkoły Filmowej w Łodzi – Radosław Ładczuk. „Upał” – bo taki tytuł nosi etiuda dokumentalna uznanego dziś operatora, powstał we współpracy z konińskimi filmowcami (Andrzej Moś, Zdzisław Siwik, Koniński Dom Kultury). Autor został za niego nagrodzony na OKFA w Koninie, na KRAKFA w Krakowie (2002) oraz na Festiwalu Form Dokumentalnych „Nurt” w Kielcach (2002, nagroda publiczności). Dotarł w nim do sedna: liryzmu i łagodności, ukrytych w codziennym, niekiedy twardym życiu, które razem spędzają.

Wracając do mistrzostwa. O kolorystyce obrazów zaprezentowanych w „Wieży” tego roku (można je oglądać do 4 lipca br., około 40 prac malarskich, w tym grafiki) tak pisze we wstępie do katalogu Robert Brzęcki: Wszystkie obrazy razem wzięte są świadectwem pozostawania w kręgu myślenia ukształtowanego przez twórców wyrastających z koloryzmu, kapizmu, kubizmu i ogólne tendencje polskiego modernizmu. Malarz wychodząc od „malarskiego malarstwa”, połączył wysoką kulturę kolorystyczną, ze zmysłem kompozycji, kształtu oraz uproszczoną formą. Jednak Sznajder wzbogacił swą twórczość własnymi inspiracjami, przeżyciami i poszukiwaniami. Nie każdy z nich świeci jasnością i radością, niektóre – jak pisze dalej Brzęcki, są jak jesienne liście, te „niekolorowe”. W nich także kryje się nastrój. Spotkanie z własnym doświadczeniem? Z abstrakcji wyłania się jednak zawsze człowiek, choćby umowna postać, zarys, który biegnie, rozkłada ręce, duma. Prace Sznajdra inspirują greckie ikonostasy i starożytne wazy. Artysta poświęca też czas przyglądaniu się na pozór zwyczajnej szczelinie.

Na wystawie znalazł się także obraz innego autora. Minorowy, ciemny, przedstawiający mężczyznę siedzącego na krześle, wpatrzonego w bliżej nieokreśloną dal. Była to praca Kasjana Farbisza, przyjaciela artysty, którą podarował mu 40 lat wcześniej. Urodzony w Koninie Farbisz, absolwent łódzkiej PWSSP był czołowym pejzażystą Sieradza (od 1975). Kilka dni przed wernisażem w „Wieży Ciśnień” zginął w wypadku kolejowym. Jan Sznajder przeznaczył mu na swojej wystawie miejsce szczególne.
 
W drodze do sali wystawienniczej, przy schodach, zawisły też prace studentów Uniwersytetu Zielonogórskiego – miniaturowe grafiki, komiksowe scenki, malarskie obrazki, etc. Przywiozła je do miasta (koninianka z pochodzenia) Magdalena Gryska z Instytutu Sztuk Wizualnych tamtejszej uczelni.
 
Mistrz dumny z młodych, nie miał nic naprzeciwko.
  

Jan Sznajder (1933) – koninianin, artysta malarz, instruktor plastyki, wychowawca dzieci, regionalista. Absolwent Studium Plastycznego w Warszawie w pracowni prof. Mariana Tomaszewskiego. Członek grupy plastyków „Nałęczów 56”. Za swój malarski debiut (a raczej przełom) uznaje obraz „Głowa szara” (1961). Jego obrazy wystawiane były w galeriach Warszawy, Tarnowa, Pułtuska, Sandomierza, Poznania i Konina. Więzień stalinowski (1950-55), przetrzymywany w Rawiczu i Wronkach. Doświadczeniu tego okresu poświęcił książkę „Szkło bolesne – wspomnienia więzienne” (1997) i zbiór wierszy „Dopowiadanie obrazu” (1998). Jego teksty na ten temat znalazły się również w zbiorowych publikacjach („W złowieszczych murach Rawicza i Wronek”, „Powrót do Wronek”, 1995). Autor zbioru wierszy „Na obraz i podobieństwo”. Organizator prywatnego muzeum sztuki ludowej na Posoce (rzeźby polskich twórców ludowych, rzeźby sakralne pochodzące z rejonów południa, szczególnie z okolic Żywca, Sierpca, Kielc i Powidza). Odznaczony medalem „Zasłużony dla Kultury Polskiej” przez MKiDN.


Fot. Zdzisław Siwik

 

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2