Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Lepiej robić filmy niż głupie rzeczy

Ludzie starszego pokolenia, licząc dekady upływającego życia, mówią o kolejnym krzyżyku. Jeśli tak, Ogólnopolski Konkurs Filmów Niezależnych OKFA im. Henryka Kluby w Koninie, nosi już na sobie siódmy. Nie jest to powód do zmartwień, a raczej do dumy, że udało się zmóc wiatr historii, oprzeć się rzeczywistości, etc. W miniony weekend, 20 czerwca br. jury tego wydarzenia przyznało nagrody najlepszym filmom 61. edycji. A było w czym wybierać i komu wybierać, bo po raz pierwszy podczas OKFA pracowały trzy niezależne składy jurorskie.

Nie tak prędko
 
Nim doszło do właściwego konkursu, komisja selekcyjna reprezentowana przez Tomasza Śliwińskiego (dokumentalista, twórca „Naszej klątwy”, nominowanej do Oskara), Weronikę Czołnowską (producentka) i Witolda Kona (przewodniczący Federacji Niezależnych Twórców Filmowych, współorganizatora konińskiej OKFA) obejrzała 144 nadesłane propozycje, typując z nich 43 do udziału w OKFA. Reprezentanci tego jury wybrali 10 filmów niezależnych, 15 amatorskich i 18 studenckich, w takich kategoriach oceniało je później jury 61. edycji tego konkursu.
 
W tym roku zasiedli w nim: Krzysztof Majchrzak (przewodniczący, aktor, muzyk, pedagog), Arkadiusz Tomiak (operator filmowy, autor zdjęć do „Fotografa”, „Obławy”, „Kołysanki”, „Dziewczyny z szafy” i nakręconych przez Michała Kwiecińskiego w Koninie „Statystów”), Leszek Dawid (reżyser, scenarzysta, „Ki”, „Jesteś Bogiem”), Łukasz Maciejewski (krytyk filmowy i teatralny) i Daniel Antosik (dziennikarz, fotograf, animator kultury, b. dyrektor Ogólnopolskiego Festiwalu Filmów Komediowych SAMI SWOI w Lubomierzu).
 
Zwycięzców minionej edycji wybierało także jury młodych: Iwo Kondefer (dwukrotny zdobywca Grand Prix OKFA w Koninie, absolwent Przedszkola Filmowego Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Andrzeja Wajdy, student reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego w Katowicach), Adriana Bialik (absolwentka organizacji produkcji filmowej w Krakowskiej Akademii, studentka filmoznawstwa i kultury mediów na UAMie) oraz Karolina Dzieniszewska (studentka filmoznawstwa, UAM).
 
Organizatorzy OKFA powołali również tzw. jury społeczne. Było to 6-osobowe gremium wielbicieli kina, uczestników i obserwatorów wydarzeń filmowych w kraju, w którym pracowali: Agnieszka Kaszuba, Patrycja Rup, Maciej Kościelski (inżynier, związany z Amatorskim Klubem Filmowym MUZA z KDK – przyp. red.), Beata Rutecka, Jacek Mądry (uczestnik pokazów w ramach Przeglądu Polskich Filmów Fabularnych DEBIUTY w Koninie, obserwator działań Nowych Horyzontów we Wrocławiu) i Monika Tralewska (rasowa humanistka zaplątana w ekonomię i fundusze unijne).

14 jurorów rozpoczęło oglądanie konkursowych propozycji 18 czerwca rano. Przegląd trwał dwa dni, wieczorem 19 czerwca, młodzi twórcy rozmawiali już o swoich filmach z Majchrzakiem, Tomiakiem, Dawidem, Antosikiem i Maciejewskim.
 
Ziarno prawdy o Więckiewiczu
 
W ramach OKFA organizatorzy przygotowali sporo wydarzeń towarzyszących, adresowanych do twórców, gości i widzów z miasta. Odbyły się więc pokazy specjalne filmów: „Sąsiady” w reżyserii Grzegorza Królikiewicza, „Polskie gówno” Grzegorza Jankowskiego i Tymona Tymańskiego, „Efekt domina” Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego (dokument, laureat prestiżowych nagród filmowych w kraju  zagranicą) oraz „Kebab i horoskop” w reżyserii Grzegorza Jaroszuka.
 
Gościem 61. OKFA był Robert Więckiewicz. Spotkanie z aktorem poprzedziła projekcja fabuły Borysa Lankosza (na podstawie powieści kryminalnej Zygmunta Miłoszewskiego, współscenarzysty) – „Ziarno prawdy”. Reżyser i aktor poznali się w Los Angeles w czasie przygotowań do rozdania Oskarów. Więckiewicz był tam obecny w związku z nominacją obrazu „W ciemności” Agnieszki Holland do prestiżowej filmowej nagrody. – Nie znałem Lankosza, ale widziałem „Rewers”. W tym samym czasie był w Stanach, gdzie zamierzał nakręcić swój następny film. Nie udało się, ale spotkaliśmy się i przegadaliśmy wiele godzin. Po powrocie zadzwonił do mnie z propozycją roli prokuratora Szackiego.  Byłem wtedy na zdjęciach do „Wałęsy”.
 
Rzadko ktoś porywa się na realizację scenariusza kryminalnego. Polska kinematografia jest w gruncie rzeczy autorska – zagajał Łukasz Maciejewski, krytyk filmowy, juror OKFA, prowadząc spotkanie z aktorem. – Nie znałem twórczości Miłoszewskiego – przyznał Więckiewicz. – Nie widziałem „Uwikłania” (film w reż. Jacka Bromskiego na podstawie pierwszej części trylogii kryminalnej pisarza – przyp. red.). Wstępowałem na dziewiczy grunt, opierając się jedynie na scenariuszu. Nie byłem zainfekowany informacjami z książki, ale jej nieznajomość nie była dla mnie w pracy nad rolą obciążająca.
 
Na początku było mi trudno „przebić” się przez Szackiego. Wydawał mi się postacią usługową, która prowadzi widza przez historię. W miarę jak scenariusz ewoluował, Szacki zaczął mi się podobać. Okazał się skuteczny, piekielnie inteligentny, nieprzejednany w ściganiu zbrodni, na tyle, że widz jest mu w stanie wybaczyć mizoginizm.
 
Wiem, że wielbiciele prozy Miłoszewskiego zgłaszali protesty – że nie mam siwych włosów, że nie jestem przystojny… Choć to kwestia sporna – żartował Więckiewicz. – Liczyłem nawet, że przed premierą odbędą się jakieś pikiety, że może cała Polska weźmie udział w dyskusji, kto powinien zagrać tę rolę i że będą to emocje na miarę tych, które wywołała lata temu rola Kmicica, ale nic z tego! Miłoszewski zaapelował do nich i wszystko wyciszył.
 
Aktor występuje czasem w ‘projektach ekstremalnych’ jak je nazywa.– Przychodzi do mnie chłopak i mówi, że sprzedał samochód, żeby zrobić pierwszy film. I mnie się przypomina scena z japońskiego kina, kiedy wieśniacy proszą szoguna, żeby strzegł ich wioski i płacą mu za to workiem ryżu – to wszystko, co mają. Potem szogun namawia innych, żeby też jej strzegli – za worek ryżu… W takich sytuacjach nie potrafię odmówić. Z drugiej strony nie przystaje na propozycje składane w sytuacjach towarzyskich, by „powiedzieć coś Wałęsą”. Odpowiada wtedy:  To kosztuje. Nie stać cię.

O roli w „Wałęsie” Andrzeja Wajdy i pierwowzorze postaci również mówił sporo. Prezydentowi najpierw się nie podobała, później zaakceptował jego kreację. – Ta praca była oparta na tym, co zewnętrzne. Uczyłem się chodzić, mówić, nosić jak Wałęsa. Dostałem od produkcji dokumentalne zapisy negocjacji związkowców z rządem. Kilkanaście godzin materiału. W końcu nauczyłem się ich na pamięć – wspominał Więckiewicz, który mówił również: Nie mam wymarzonej roli. Wolę, aby one do mnie przychodziły i mnie zaskakiwały. Zastanawiam się, co jeszcze do mnie trafi, z czym w zawodzie się zmierzę. Wiem, czego nie chcę, nie chcę grać w banalnych filmach. Role są dla mnie ważnym etapem drogi, krokiem do przodu, czymś, co mnie rozwija. „Wymyk”, „Wszystko będzie dobrze” i dalsze produkcje były kontrapunktami. Nie zamykam się w tym, co oswoiłem, bo to pułapka. Nowosielski powiedział kiedyś, że nie można się bać namalować złego obrazu. Nawet kosztem porażki. Skłonność do ryzyka maleje z wiekiem, to jasne, ale staram się, by mnie to nie dopadło. Nie chcę się bać.
 
W rozmowie z Maciejewskim, Robert Więckiewicz wrócił też do swoich pierwszych spotkań w kinem. – Pochodzę z niewielkiego miasteczka na Śląsku. W Nowej Rudzie było jedno kino – „Barbara”. Po raz pierwszy wybrałem się tam na „Nosferatu wampir” Herzoga, miałem 14 lat. Uciekłem. Ponad 90 procent moich kolegów pracowało w górnictwie, są schorowani, dobrze, jeśli mają obie kończyny. Dostęp do kultury też nie był łatwy, najbliższy teatr mieścił się 100 km dalej, we Wrocławiu. Biorąc pod uwagę takie uwarunkowania, byłem na coś skazany, ale mną zawsze powodował niepokój. Chciałem dotknąć czegoś innego, zajrzeć dalej. Zastanawiałem się, co jest TAM. Uczestnicy tego festiwalu też to mają. I oby nigdy nie ustali w tym niepokoju, bo lepiej robić filmy niż coś głupiego – zakończył Więckiewicz.
 
Ma pan fach w ręku albo i nie
 
Po rozmowie z aktorem, twórcy filmów spotkali się z jury OKFA. Na pierwszy ogień wystawił się Stanisław Białoskórski, autor „Szczęśliwych dni” – bywalec konkursu, który zaprezentował w nim fabułę. Krzysztof Majchrzak radził: ­ Musi pan kombinować, żeby wszystkiego nie odkryć. Postać nie może być tak dosłowna, nie może tyle mówić. Wyważona warstwa dialogowa jest bardzo ważna. Pańscy aktorzy są rapsodyczni, deklamują, nie istnieją wobec siebie. Film prosi się o lepsze aktorstwo.

Kolejnym z omawianych obrazów był „Układ odniesienia, dokumentacja dzieła” Agnieszki Ewy Braun. Mimo iż jurorzy nie potrafili zmieścić go w żadnej kategorii (wideoart, bez wyraźnej linii fabularnej), zachwycił ich warstwą wizualną, kreatywnością, ładunkiem emocjonalnym i przekazem. Leszek Dawid powiedział o nim: – Przyjemne 3’30’’, a autorka: – Eksperymentem było dla mnie wysłanie tego filmu na OKFA. Wiem, że jest wrażeniowy, z naciskiem na plastykę. Tu wywiązała się dyskusja nad pojemnością definicji kina. Czy wysublimowane artystyczne filmy mogą zmęczyć widzów? Głos w tej sprawie zabrał Łukasz Maciejewski: – Festiwale są po to, kina są po to, galerie są po to – by takie filmy pokazywać. Ten proces trwa już od lat. Jego reprezentantem jest choćby Lech Majewski, są nimi Uklański, Kozyra czy Sasnale. Kino jest szeroką opowieścią, znajdzie się w nim miejsce dla wszystkich.

Realizację „Ostatniej wyspy” sprowokowała dyskusja na branżowym forum internetowym. – Nie narzekaj, dziadku, że ci się długo renderuje, tylko pokaż, co potrafisz zrobić na silniku 3D – usłyszał autor tej animacji, Daniel Zagórski i ku zachwytowi widzów i jurorów OKFA – pokazał. Krzysztof Majchrzak powiedział, że film przypomina mu najlepsze plastyczne próby Petera Greenawaya (reżyser filmowy, malarz – przyp. red.). – Dziękuję, że zabrał nas pan do tego świata. Arkadiusz Tomiak: –  Myślałem, że ten film zrobił ktoś młody albo kobieta. Gratuluję wyboru muzyki, kompozycji.  Żałuję, że nie ma osobnej nagrody za animację. Leszek Dawid: – Piękny, malarski film. Młodzieńczy zapał i wrażliwość. I raz jeszcze Majchrzak: – Jest pan ekstremalnym artystą. A ja jestem z tego zadowolony.
 
Pod wrażeniem rozmachu kolejnej produkcji był Leszek Dawid. „Kemping”, fabularną komedię, zdążyło już nagrodzić wcześniej inne wydarzenie  – Festiwal Filmów Optymistycznych Multimedia HAPPY END w Rzeszowie. Krzysztof Jankowski został w nim laureatem Grand Prix. – Wyrazista konwencja, konsekwencja. Ma pan fach w ręku – mówił reżyser „Jesteś Bogiem”. W filmie Jankowskiego, który fantastycznie zestawił polską europejskość z zaściankowymi stereotypami, zagrał Krzysztof Globisz i inni zawodowi aktorzy. – Spędziłem z Globiszem wiele godzin podczas lotu, długo rozmawialiśmy o kinie. Wysłałem mu później mój pierwszy film – „Odwyk” i scenariusz „Kempingu” – tłumaczył Jankowski. – Wygrał pan, bo powiedział pan, że to przygoda. Czuje się w pańskiej opowieści lekkość. Wygrał pan tą zabawą w kino – wyjaśniał swoje stanowisko Arkadiusz Tomiak.
 
„Mleczny brat” Vahrama Mkhitaryana był filmem fabularnym zrealizowanym metodą dokumentalną. Jego autorem jest pochodzący z Armenii debiutant, którego produkcji patronowały Stowarzyszenie Filmowców Polskich – Studio Munka i Szkoła Wajdy. Reżyser osadził swą historię w ormiańskiej wiosce, położonej wysoko w górach. Głównym bohaterem filmu jest 10-letni Seto, chłopczyk, który marzy, by mama urodziła mu brata. Z powodu komplikacji przy porodzie, mały braciszek umiera. Tuż potem stryj chłopca przynosi do ich  domu baranka, którego piersią karmi mama chłopca. – Wspaniały film – powiedział o nim Łukasz Maciejewski. – Nienagannie zrobiony. Zachował pan równowagę między brutalnością i czułością – dodał. Tomiak: –  Moje serce jest z tym filmem. Porządne kino. Byłem przekonany, że to naturszczycy.

Pan o tym nie wie, ale ja już widziałem pański film przed OKFA w pierwszych wersjach montażowych. Pokazał mi je Marcin Sauter (autor zdjęć do filmu – przyp. red.). W całości, w tej formie oglądałem go dziś pierwszy raz. To bardzo prawdziwy, wiarygodny świat. Mkhitaryan mówił z kolei: Zaczynając ten film, patrzyłem przez różowe okulary. Nie radziłbym nikomu debiutu w koprodukcji, chociaż polska kinematografia jest bardzo otwarta.Emocje w pracy muszą być – skwitował Leszek Dawid.

O filmie Zofii Pręgowskiej – „Niewidzialne” (dokument, film studencki, debiut) Leszek Dawid powiedział, że widać, że ma nosa do dokumentu. Świadczy o tym postać, która stała się bohaterką jej opowieści. Jurorzy mieli rozbieżne zdania na temat amatorskiego filmu „Kobieta roku”. Jedni uznali tę produkcję za kwintesencję kina amatorskiego, które zaczyna się od zabawy, inni argumentowali, że nie wolno ścigać się z kinem zawodowym, a tym bardziej go udawać. – Coś nie powinno udawać czegoś – powiedział Krzysztof Majchrzak. – Przymiotnik ‘amatorski’ nie chroni przed epitetem: żenada.

Nieco lepszej recenzji doczekała się od jurorów „Michalina” Karoliny Biesiackiej. – Ten film nakręciła 15-latka – argumentował Daniel Antosik. – No i co z tego? Że jej bohaterka je, pracuje, uczy się, walczy? Potrzeba czegoś jeszcze – kontrował Majchrzak i wychwalał „Muszę sobie trampki kupić” Aleksandry Folczak. – Dobrze, jeśli widz pamięta film i aktorów. Postać, za którą podążasz jest ważniejsza o dyscypliny realizatorskiej i świadomości warsztatowej – mówił Dawid. A Majchrzak dodał:  Weszłaś w trudną, podwójną rolę – reżysera i bohaterki. Chciałaś pokazać swoją babcię, a pokazałaś waszą relację. Wam się wierzy, mimo potknięć.
 
Na koniec podziękowali za dwa dokumenty biograficzne. Mowa o „Irku” Wojciecha Wikarka, który zrealizował film o swoim ojcu – Ireneuszu, legendarnym dyrektorze Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach, oraz o dokumencie Jacka Dworakowskiego, który poświęcił go Stanisławowi Pulsowi. Bohater ostatniej omówionej produkcji był popularyzatorem amatorskiego ruchu filmowego w Polsce i zagranicą, i wieloletnim jurorem OKFA. Jak orzekli ci aktualni – obie prace były esencją potrzeby serca.
 
Brutto, netto, piano, forte. Gala Filmowców
 
Gala 61. Ogólnopolskiego Konkursu Filmów Niezależnych OKFA im. Henryka Kluby odbywała się w CKiS DK – „Oskard”, wieczorem 20 czerwca br. Poprzedził ją pokaz filmu animowanego zrealizowanego podczas 3-dniowych warsztatów animacji. Kilkudziesięcioosobowa grupa poznawała możliwości techniki modelowania z plasteliny. Warsztat poprowadziła artystka plastyk, autorka teledysków i członek Stowarzyszenia Filmowców Polskich – Monika Kuczyniecka. Efekty tej pracy oglądali na ekranie goście Gali. Po tej niedługiej etiudzie, zostały wręczone nagrody. Grand Prix im. Stanisława Pulsa otrzymał FILM AMATORSKI Krzysztofa Jankowskiego „Kemping”. W tej kategorii zostały też przyznane inne nagrody: dla filmu „Irek” Wojciecha Wikarka i wyróżnienie dla Aleksandry Folczak za „Muszę sobie trampki kupić”.
 
Grand Prix w kategorii FILM NIEZALEŻNY powędrowało do Vahrama Mkhitaryana („Mleczny brat”). Nagrodę otrzymała „Superjednostka” w reżyserii Teresy Czepiec. Jury wyróżniło niezależną „Sondę o mężczyznach” autorstwa Mateusza Głowackiego.
 
W kategorii FILM STUDENCKI Grand Prix 61. OKFA otrzymał Martin Rath za film „Arena”. Nagrodę zdobył Arek Biedrzycki („Źle nam z oczu patrzy”), a wyróżnienie – Vita Drygas („Noż w wozie”). Jury główne przyznało też pozaregulaminową nagrodę honorową za aktorstwo. Zdobył ją Marcin Kowalczyk za role w filmach: „Źle nam z oczu patrzy” i „Arena”. Krzysztof Majchrzak wręczając najwyższą nagrodę finansową, żartował:  – Brutto. Bo w sztuce to tylko brutto, netto. Piano, forte.

Jury młodych pod przewodnictwem Iwo Kondefera uznało za najlepszy film „Mlecznego brata” autorstwa Vahrama Mkhitaryana, uzasadniając: Film nagradzamy za przejmującą historię o dokumentalnym charakterze w warstwie wizualnej i grze aktorskiej. Rzadko udaje się stworzyć tak spójny świat dziecka odpowiednio wyważony emocjonalnie. Jury społeczne uhonorowało z kolei „Sondę o mężczyznach” Mateusza Głowackiego, stwierdzając, że: (…) tak niewiele potrzeba, żeby było dobrze między dwojgiem ludzi oraz za pokazanie w przystępnej formie instrukcji obsługi kobiety. 

Nagrody wręczali jurorzy, fundatorzy i dyrektor Centrum Kultury i Sztuki w Koninie, Elżbieta Barszcz, która zwróciła się do współpracowników tworzących to wydarzenie: – Nie zejdę ze sceny, dopóki się wszyscy nie pokażecie…  – dziękując im za czas wytężonej pracy. Uroczyste wręczenie nagród poprowadziła dyrektor artystyczna OKFA – Paulina Pachulska.
 


Fortepian u laryngologa i „Śnieżka” u torreadorów
 
Galę Filmowców uświetnił recital Leszka Możdżera, który wykonał utwory pochodzące z albumu dedykowanego Krzysztofowi Komedzie Trzcińskiemu. Legendarny kompozytor, muzyk wprowadził polski jazz do nowoczesności. Możdżer żartował w przerwie między utworami, że Komeda został laryngologiem, by być bliżej muzyki. Pasjonowała go ona naprawdę. W swoim niedługim życiu stworzył nieśmiertelne kompozycje, wśród nich znalazły się ścieżki dźwiękowe do filmów ważnych w dorobku światowej kinematografii. Możdżer, który z fortepianu uczynił instrument osobny, eksperymentalny, brzmiący chwilami jak cała orkiestra, zagrał tego wieczoru jego kompozycje do filmów Jerzego Skolimowskiego „Prawo i pięść” czy „Dziecko Rosemary” w reżyserii Romana Polańskiego. Ostatnia ścieżka przyniosła Komedzie światową kompozytorską sławę, której nie doczekał. Mniej po swojemu, zgodnie z oryginalną tonacją i metrum, Możdżdżer wykonał przed słuchaczami dwa jeszcze utwory z „Komedy” – „Svantetic” i „Crazy Girl”. Komeda, który nie był wytrawnym pianistą, dostał się w wytrawne ręce. Po koncercie Leszek Możdżer spotkał się z wielbicielami swojej twórczości w foyer „Oskardu”. Rozmawiał i podpisywał płyty.
 
W niedzielne popołudnie, 21 czerwca na ekranie Kina „Oskard” widzowie obejrzeli nagrodzone na OKFA produkcje. Po zakończonych pokazach, odbył się seans filmu „Śnieżka” w reżyserii Pablo Bergera. Jak pisze krytyka: „Jest on listem miłosnym napisanym do kina niemego lat 20”. Przepiękna opowieść dziejąca się poza słowami, obrazy, aktorki, kostiumy – została zrealizowana w 2012 roku. Pedro Almodovar ocenił: „Hiszpański film roku”. Oparta na baśniach Braci Grimm, miała w sobie coś ze Śnieżki, coś z Kopciuszka i coś z tradycji hiszpańskiej. Zaskoczyła też puenta. Niemy film Bergera w Koninie ilustrowała muzycznie niezwykła artystka – Miss God, muzycznie i wokalnie – eksperymentalnie, posługując się głosem białym. Dodajmy, że „Śnieżka” była hiszpańskim kandydatem do Oskara, otrzymała nagrodę specjalną i nagrodę dla najlepszej aktorki FF w San Sebastian (w sumie 32 nagrody). 

Przypominamy, że organizatorami  61. Ogólnopolskiego Konkursu Filmów Niezależnych OKFA były Centrum Kultury i Sztuki w Koninie i Federacja Niezależnych Twórców Filmowych. Patronat artystyczny sprawowała Szkoła Filmowa w Łodzi, honorowy: marszałek Wielkopolski – Marek Woźniak i prezydent Konina – Józef Nowicki. Wydarzenie odbywało się pod patronatem prasowym portalu www.kulturalnykonin.pl


Fot. Zdzisław Siwik
Fot. (Gala Filmowców) Mirosław Jurgielewicz
 

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2