Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Ukraina na placu Wolności

Rzadko zdarza się, by plac Wolności na konińskiej starówce wypełniali miłośnicy gwiazd estrady. Zawsze plac jest pełen w czasie letnich plenerowych koncertów symfonicznych, organizowanych przez Wojciecha Pluta-Plutowskiego, właściciela firmy Konimpex. Tak też było w minioną sobotę, gdy występowała Akademicka Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Lwowskiej INSO – Lviv. 

Koncert Konimpexu, współorganizowany przez Fundację Otwarcie i redakcję „Przeglądu Konińskiego” pod nazwą Koncertów Świętojańskich, odbył się już po raz siódmy. Wcześniej koncertowały tu m.in. znakomite orkiestry filharmoniczne, np. Sinfonia Varsovia pod dyrekcją Jerzego Maksymiuka oraz soliści, choćby wywodzący się z Konina gitarzysta Łukasz Kuropaczewski i skrzypek Janusz Wawrowski. Na tych koncertach rozbrzmiewała także muzyka kolejnego koninianina, Jana A.P. Kaczmarka. Tym razem koncert dała Akademicka Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Lwowskiej INSO – Lviv, z którą wystąpiły Lwowski Chór Gloria, Chór Filharmonii Lwowskiej oraz soliści: Natalia Kovalova (sopran) i Oleksandr Bozhyk (skrzypce). Tak duży zespół poprowadził Wołodymir Sywochip.
 
Wieczór w całości poświęcony był muzyce ukraińskiej. Szczególne miejsce poświęcono twórczości Mykoły Łysenki, kompozytora o wyjątkowym znaczeniu dla ukraińskiej kultury: stworzył podstawy narodowego kierunku w muzyce ukraińskiej, opierającego się na oryginalności i bogactwie ludowej twórczości muzycznej. Kompozycje Łysenki osiągnęły niespotykany dotąd wysoki poziom, zbliżający ukraińską muzykę do osiągnięć zachodnioeuropejskich. W jego muzyce ukraiński styl romantyczny uzyskał najwyraźniejszą formę, łącząc ukraińskie tradycje muzyczne ze współczesnymi europejskimi tendencjami artystycznymi (studiował m.in. w Lipsku). W efekcie Łysenko uważany jest dzisiaj za jednego z głównych architektów ukraińskiego przebudzenia narodowego końca XIX wieku.  Krytycy uważają, iż znaczenie twórczości Łysenki dla rozwoju ukraińskiej muzyki porównywalne jest ze znaczeniem Tarasa Szewczenki w historii ukraińskiej literatury.
 
Lwowscy filharmonicy wykonali m.in. dwa fragmenty opery Łysenki „Taras Bulba”. Kompozytor przenosi nas do XVII wieku, do przedrozbiorowej Rzeczpospolitej. W scenerii dalekich kresów rozgrywa się romantyczny dramat niespełnionej miłości syna kozackiego atamana i pięknej Polki. Splot nieszczęśliwych wydarzeń wyzwala niepohamowany gniew ojca młodzieńca, atamana Tarasa Bulby, który "ogniem i mieczem" pustoszy ziemie polskie. Ujęty przez wojska koronne – ginie. Tę historię opisał także Mikołaj Gogol. „Taras Bulba” Gogola przez całe lata uznawany była za utwór „antypolski”, a nawet „polakożerczy”. Dopiero dzisiaj dystans historyczno-literacki pozwala polskiemu czytelnikowi sięgnąć po tę interesującą powieść. Filharmonicy wykonali także jego walca z opery „Eneida”, kilka pieśni z opery „Natałka Połtawka” (wspaniale wykonanych przez Natalię Kovalovą) oraz innych klasyków: Dmytro Bortnianskyego suitę z opery „Alcide”, chóralną scenę Juliusza Mejtusa „A mój ojciec arendarz” i Anatola Wachnianyna z opery „Kupało”.
 
Druga część koncertu poświęcona byłą współczesnym kompozytorom. „Karpacka Rapsodia” Myrosława Skoryka została brawurowo wykonana przez skrzypka Oleksandra Bozhyka, który okazał się być świetnym showmanem, grając własną kompozycję „Kołomyjka”. Publiczność brawami na stojąco nagrodziła artystów (orkiestrę, chóry i dwoje solistów) także za wykonanie melodii Myrosława Skoryka. Na zakończenie ukraińscy filharmonicy wykonali pieśń Bogdana Sehina „Chwała ci Boże – Alleluja”, skomponowaną specjalnie na koniński koncert. Cóż, trudno o nim (o jego wykonaniu) coś powiedzieć, bowiem dość skutecznie muzycy zostali zagłuszeni przez przedwcześnie odpalone fajerwerki. Publiczność nie pozwoliła jednak artystom zejść ze sceny, brawami domagając się bisu. I bis był.
 
I jeszcze jedno - jak każdy koncert plenerowy, ten Konimpexu też miał swoją otoczkę, scenki. Ot, choćby kilka z nich. Pierwsza: skutecznie z filharmonikami rywalizował łomot mechanicznej muzyki, dochodzącej z piwnicy restauracji przy placu Wolności. Aż dziw bierze, że nikt dotychczas nie potrafił rozwiązać tego problemu (a może tylko moje ucho jest nazbyt wrażliwe?). Druga: starszy gość namiętnie gadał przez telefon komórkowy, nie reagując na „syki” narażonych na jego biznesowe problemy okraszane bogato polską łaciną.  Trzecia: babcia z dziadkiem przyprowadzili na koncert wnuczka, który zdecydowanie bardziej zainteresowany był jednak tabletem i grami. Babcia za to z uwielbieniem wnuczka „kamerowała”. Czwarta: „uprzejma” wymiana zdań rodziny mieszkającej w kamienicy przy placu. Piąta… szósta… Cóż, folklor, pewnie nie tylko koniński. Mimo to już czekam na kolejny koncert Konimpexu! Koniecznie plenerowy, bo w czasie takiego koncertu inaczej (niż w sali) rozkładają się emocje, inna jest akustyka, światło, wreszcie znakomicie podkreślające nastrój szalejące nad placem jaskółki. A jeśli do tego na scenie prezentują swój kunszt artyści tej miary, co zapraszani przez Wojciecha Pluta-Plutowskiego, można mówić o pięknym wieczorze. 



Fotografia nadesłana przez redakcję "Przeglądu Konińskiego". Dziękujemy.

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2