Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Takie rzeczy na Malcie

Nowak miał rację: świergoliły, gdakały, przekrzykiwały się i skrzyły dowcipem. Ich wokalno-instrumentalny występ zainaugurował tegoroczną Maltę na bis w Koninie. Dziewczyny z Laura Palmer Cover Story żonglują z łatwością cytatami z pop kultury i mieszają style, mogą oprawić galę – filmu, biznesu, sportu, zagrać w klubie, na domówce albo uświetnić jeszcze bardziej udany karnawał. Sześć utalentowanych piosenkarek i aktorek (czasem w podwójnej roli) wystąpiło w kawiarni CKiS – DK „Oskard” 27 czerwca br.

Dziewczyny lubią Konin

Wspomniany krytyk teatralny, Maciej Nowak, zaliczył je do swojego warszawskiego Top of the Top 2014. Na łamach portalu e-teatr napisał o nich: „błyskotliwy dziewczyński kabaret wokalny” (9 lutego 2015), który dodajmy, może wykonać feat. z każdym artystą tego świata.

Recital rozpoczął się bez kompromisów. Kto z urodzonych w epoce Gierka, nawet tego późnego, nie pamięta „Pump up the Jam” Technotronic czy „U Can’t Touch This” Mc Hammera, ten z pewnością przeleżał tę epokę głęboko pod lodem. Włączając w intro podobne przeboje z tych lat, skomponowały z nich jednorodną stylistycznie piosenkę, co było zabiegiem tak oczywistym, że nikt przed nimi na to nie wpadł.

A potem był Konin. Dziewczyny lubiły go na nutę Ryszarda Rynkowskiego, dzięki któremu Konin zdobył brązowy medal i miejsce na piedestale. Dwie z występujących w girlsbandzie artystek urodziło się przecież w mieście, o którym legendy krążą na Wikipedii – mowa o Annie Wodzyńskiej pseudonim „Wodzu” i Annie Wojnarowskiej – znanej lepiej jako „Wojna”. Ostatnia roztoczyła przed zebranymi mit założycielski Konina, o którym pisze wspomniana Wiki, dodając coś od siebie. Obiecała też koleżankom z pracy wycieczkę krajoznawczą do Milowego Słupa (przez starożytnych koninian zwanego Babą). Dziewczyny podyskutowały jeszcze o bursztynach aż występująca z nimi Edyta Górniak spostrzegła nareszcie Konin jako metropolię. Obok divy, która nie była Ewą („To nie ona, to nie ona, to nie ona” – wtórowały jej) Laura Palmer Cover Story tworzą: Karolina Więch, Mania Wierzbicka, Renata Miklewska (założycielki zespołu) oraz Katarzyna Jaźnicka, Anna Wojnarowska i Anna Wodzyńska. 

„Że dziewczyny lubią Konin – każdy o tym wie”. Ale wyszło też na jaw, że potrafią wykonać wszystko: od „Przeleć mnie” do „Scoobiedoo ya”.  I jak mówi stare porzekadło: uderz pięścią w stół, Lauro – a odezwie się Scyzoryk. Ta interpretacja zachwyciła go:  Takie rzeczy w netach można znaleźć – napisał na swym FBookowym profilu 28 lutego o godz. 19.38. Feat. gotowy, Liroy zacznie śpiewać tę piosenkę z Laurą Palmer. Oto jesteśmy świadkami narodzin nowej artystycznej tradycji.

Takie pastisze są na porządku dziennym, choć smaku w nich tyle, że nie dochodzi do karykatur.  Słuchacze otrzymali więcej niż Laura mogła dać. Na jednej scenie spotkali Steczkowską, Kowalską, Bartosiewicz, Górniak, Lipnicką i Chylińską – która w dodatku wiosłuje na basie i zawsze chciała wystąpić w „Szansie na sukces”. A stać ją już na taśmę profesjonalną!

A teraz całkiem serio. Anka Wojnarowska, jedna ze wspomnianych koninianek, nauczyła się grać na gitarze basowej pół roku temu. Śpiewa, choć wcześniej była od tego daleka. Przygoda z piosenką zaczęła się dla niej na egzaminie wstępnym do Szkoły Filmowej w Łodzi. – Późniejszy opiekun mojego roku, który siedział w komisji, wyszedł… Opowieść ta jest pełna samokrytycyzmu, jako świeżo upieczona aktorka wygrała przecież casting do Chóru Kobiet Marty Górnickiej. Reżyserka postanowiła przywrócić dramatowi jego pierwotną tragiczną formę, oddając mu głos. Był (jest) to projekt realizowany przez Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie, do którego zgłosiło się 130 kobiet w różnym wieku, wykonujących różne zawody. W wybranej grupie 28 osób znalazły się: Wojnarowska, Więch Wodzyńska i Jaźnicka (dwie ostatnie artystki występują w czterech projektach pomyślanych przez Martę Górnicką). 

Jeśli mowa o instrumentarium  Laury – opiera się ono na głosach, gitarze klasycznej, pianinie i basie. Do brzegu wiosłowała Anka Wojnarowska, śpiewając piosenkę z repertuaru The Knife – „Pass This On”. Do widzenia powiedziały „Boskim Buenos”:

Tymczasem żegnam panie dziennikarzu 
I niech pan nie zapomni przesłać 
Stu egzemplarzy gazety z wywiadem 
Podaruję panu zdjęcie z autografem 


…i – gromkim „Sto lat” wykonanym z publicznością na cześć Ani Wodzyńskiej, która w czerwcu obchodziła urodziny. Dziewczyny podziwiały jeszcze swoją stylówę – bluzka 50 zł, spódnica – 60 zł. Laura bez cekinów to jak żołnierz bez karabinu. Nie zapomnę i czekam na zdjęcie.

Miljon tonów, czyli guślarz w kapturze

Na scence kawiarni „Oskard” wystąpiły po nich Wieszcze Niespokojne. Żelazny repertuar tej twórczej grupy zaskoczyłby nie tylko samego Mickiewicza, ale również wyprzedzającego romantyczną epokę Norwida. Artyści kochają wieszcza i sztukę, to jak mówią inni – widać, słychać i czuć. Dali temu wyraz Tetmajerem, wykonując na głosy jego wiersz „Eviva l’arte!” w finale. Czy to miłość z wzajemnością, czy tragiczna miłość?

Ale po kolei. Przedstawiają się jako warszawska formacja muzyczno-interpretacyjna romantic-psycho-rap. W składzie mają jedną Marylę Wereszczakównę, z którą trumien zamkniętych odbijają wieka i wychodzą na światło księżyca. Dementują jakoby polsko-litewski obrzęd dziadów miał związki z zamorskim Helloweenem. Fragmenty „Dziadów cz. III” i „Dziadów cz. IV” to ich żelazny kanon. W rapowym recitalu (co na to środowisko?) zabrzmiały na głosy  „Wielka improwizacja”, którą nazywają „Miljonem tonów” (pod skrzydłami Narodowego Centrum Kultury fragment tego utworu wieszcza rapuje także Rychu Peja Solo), błagania Pani Rollison, matki młodego studenta aresztowanego za spisek antycarski i opis balu u Senatora. Artyści zabrali też publiczność konińskiej Malty w podróż po bezkresnych stepach, gdzie błyszczy lampa Akermanu. Czy tak wyobrażał sobie guślarzy Adam Mickiewicz, który wprowadził do polskiej poezji nowe, romantyczne trendy? Dynamiczny, energetyczny wykrzyczany całym głosem narodowy poemat to nie jest nasza codzienność. I choć to poezja pełna buntu, zwątpienia, nie można było nie odnieść wrażenia, że rap jako stylistyka jest dla niej zbyt ciasny. Mickiewicz to wytrzymał. Artyści dali radę, bo dzielą się ze słuchaczami swoim uwielbieniem. Mimo ograniczeń formalnych, był to jednak akt strzelisty. Wyskreczowany, na miarę czasów, ale akt.

Dodajmy również, że Wieszcze nie zawężają pola manewrów do polskiego romantyzmu. Komponują też muzykę do spektakli teatralnych. Ich ostatnim muzycznym dziełem można się zachwycić w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (tego wieszcza lubią znacznie mniej;-). Ich muzyka ilustruje tam sztukę Etgara Kereta „Goodman” w reżyserii Agaty Dyczko.
 
Słoń w kratkę i Alicja o zmroku

W repertuarze Malty na bis znalazły się dwie propozycje dla dzieci. W niedzielę, 28 czerwca w Parku Chopina Teatr Fuzja zagrał interaktywne widowisko zatytułowane „Elmer – słoń w kratkę”. Aktorzy zgubili po drodze linię dramaturgiczną, ale to nic nie szkodzi. Ten fakt wynagrodziły dzieciom zabawne pomyłki głównych bohaterów, ich upadki, wspólne zabawy ze słoniem i kangurem, piosenki i cukiery, których wyciągnęły z kapeluszy całe mnóstwo. Pod gołym ciężkim niebem, które nie uroniło w końcu ani kropli deszczu, równie świetnie bawili się rodzice. Całość historii o Słoniu w kratkę, innym od innych, lecz nie gorszym od innych słoni koloru słoniowego, zakończyła wspólna fotografia. Niektórzy mają w domu słonia na łańcuchu, a niektórzy – zdjęcie z Elmerem i jego wielką kolorową trąbą, którą w finale rozwinęli i nadmuchali aktorzy.

Zjawiskowym spektaklem, którego nie doczekały najmłodsze dzieci (początek o 22.00) była „Alicja w Krainie Czarów” – również w interpretacji Teatru Fuzja. Na parkingu obok „Oskardu” pojawiły się ogromne, świetliste grzyby, buchał dym, świeciły się pochodnie, aktorzy w ciągłym ruchu (na rowerach, w biegu, etc.) pokazali zgromadzonym wokół widzom dziwa, o których wiadomo jedynie tym, którzy dotarli z nimi na drugą stronę lustra. W powietrzu fruwały zapisane kartki, łopotały książki. Największa z nich umocowana była na wysokiej konstrukcji, dzięki czemu przygody Alicji, strona po stronie, stawały się dla widzów jasne. Na placu pojawili się szczudlarze, którym drogę oświetlały monstrualnych rozmiarów lampy abażurowe. Nowa wizja „Alicji” stała się faktem.

Hultaje i Vołosi

Porywacze Ciał to alternatywa z tradycją, zaskakująca nowymi spostrzeżeniami i rozwiązaniami. Poznańscy artyści zaprezentowali spektakl „Hultaje”. Grupka sztywniaków z banków, których nazwy nie wymówimy głośno, zarzuca na garnitury i garsonki, ochraniacze, na nogi sportowe obuwie, na głowę – kaski chroniące przed upadkiem, a na grzbiety – katanki z dżinsu i rusza na… przerwę w pracy. Przewodniczący tej grupy zorganizował przestrzeń, stawiając przed publicznością słupki. Do czego są zdolni pracownicy instytucji bankowych, przekonali się widzowie śledzący ich niczym nieskrępowaną zabawę. „Jest moc!” – krzyczała fruwając na hulajnodze Bożenka zwana na przemian Grażynką. I była. Ten szalony festiwal radości i spontaniczności podsuwał nowe pomysły, aktorzy nie wiadomo skąd, wyciągali i zakładali na siebie kolejne części garderoby – fartuszki kuchenne z napisem „I am your slave” (panie), kołnierze unieruchamiające szyję, ochraniacze na... – to takie nieładne słowo (panowie). Nie wiadomo skąd, wyciągali liny, rozkładali folie, wjeżdżając w nie z impetem na hulajnogach, turlali się po ziemi, udawali upadki w zwolnionym tempie, „wjeżdżali” w publiczność wywołując emocje, zwracali się, głaskali, przytulali i dziękowali. A że ciągnie wilka do lasu, a każda przerwa ma kiedyś swój kres, u sił swoich kresu wyciągnęli kartki i zaczęli udzielać kredytów. Nerwowo, gorączkowo, zabawnie, prześcigając się w ofertach (niektórzy rysowali serduszka…). Całe to szaleństwo powstrzymał w końcu najbardziej szalony lider, ogłaszając koniec przerwy. Stroje wróciły do bankowego dress-code’u, sportowe ciuchy do plecaków, plac do normalności, a bankierzy za biurka. Zadowolenie z tej dziecięcej spontanicznej zabawy udzieliło się oglądającym. Jak to się nazywa? Reset?

Malta na bis w Koninie pełna była muzyki, jej repertuar był zróżnicowany. Laura Palmer puszczała do słuchaczy oko, co było zdumiewające, bo znamy ją ze słyszenia. Wieszcze szokowali grozą i decybelami, można ich było pokochać od pierwszego wejrzenia lub od razu znienawidzić. Elmer – trochę nie trafiał w dźwięki, ale przy jego słoniowym wdzięku – nic to. Alicja czarowała nastrojową muzyką, a Vołosi przenieśli widzów w Karpaty.

Czyta się o nich, że kulturowo, muzycznie należą do tego pasma górskiego, że czerpią z polskiej muzyki ludowej z rejonów Beskidu Śląskiego, Żywieckiego, Podhala i Orawy. Ale w pierwszych dźwiękach słychać było coś więcej – węgierskie czardasze, romskie tańce przy ognisku i tęsknotę z ukraińskich stepów, a do tego Bałkany i Orient. Umiejętnie łączą je z klasycznym i rockowym brzmieniem, o czym mogą zaświadczyć konińscy słuchacze.

Wirtuozeria, świetnie wykształceni instrumentaliści zainfekowani osobistymi fascynacjami muzycznymi – roztoczyli przed widzami magiczny świat. Właśnie świat – bo czerpią z jego muzycznej tradycji inspiracje, nie bacząc na granice państw. Dwoje skrzypiec (Krzysztof Lasoń, Zbigniew Michałek), altówka (Jan Kaczmarzyk), wiolonczela (Stanisław Lasoń), kontrabas (Robert Waszut) i w razie potrzeby – gajda (rodzaj dud, Jan Kaczmarzyk, który za swoją twórczość popularyzującą folklor został uhonorowany nagrodą im. Oskara Kolberga). Wszyscy wymienieni artyści są związani z Akademią Muzyczną w Katowicach. Swobodnie stają przed orkiestrami wielkiego formatu (występowali także z Januszem Olejniczakiem, Mamadou Dioufem i mnichami tybetańskimi) i jako kwintet, samodzielni przed publicznością. Ich zjawiskowy koncert w „Oskardzie” był pełen siły, emocji, radości i nostalgii. Widzowie wypuścili ich z sali po dwóch następujących bisach. Podobnie lub bardziej sowicie nagradza ich świat.

Maltę na bis w Koninie organizował tradycyjnie CKiS – Dom Kultury „Oskard”.


Fot. Zdzisław Siwik

Więcej o konińskich Ankach: http://www.kulturalnykonin.pl/aktualnosci/1496-z-teatru-gogo-w-wielki-swiat

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2