Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Suwałki….i Alfred Wierusz-Kowalski

Jest już sierpień 2015. Dopiero teraz po ponad dwóch latach powracam pamięcią do wyprawy na Suwalszczyznę; od momentu gdy zrealizowałem postanowienie o wyjeździe do Suwałk aby odwiedzić miasto Alfreda Wierusz-Kowalskiego (1849-1915). Rodzinne miasto malarza ze szkoły monachijskiej. Los rzucił go także w okolice Konina, gdzie w Mikorzynie miał pracownię, w której spędzał letnie miesiące.

Alfred Wierusz Kowalski, którego artystyczne rzemiosło podziwiają mieszkańcy Starego Kontynentu i Nowego Świata jakoś tu – w Konińskiem – nie znajduje miejsca w ludzkiej pamięci.
 
W Suwałkach otrzymałem płytę z książką „Ateny nad Izerą. Malarstwo monachijskie. Studia i szkice”, pod redakcją Elizy Ptaszyńskiej – jeden z dowodów należytej mu pamięci okazany przez mieszkańców rodzinnego miasta.
 
Jaki to przypadek zdecydował o życiowej drodze? We wspomnianej publikacji natrafiłem na tekst Helmuta Hessa „Głodne wilki i pędzące sanie. Udana koncepcja obrazu Alfreda Wierusz Kowalskiego”, próbującego wyjaśnić nurtujący mnie problem. Hess powołuje się na publikowaną wypowiedź Karla Rauppa (1837-1918), zamieszczoną w czasopiśmie „Die Kunst unserer Zeit” z roku 1894, wspominającego początki swojej profesury w Akademii Monachijskiej i czasy, gdy zastąpił profesora Strährubera i dalej – po nim – prowadził Klasę Antyku. Jego uwagę zwracał młody Polak – Alfred Wierusz-Kowalski – nie jako osobowość wybitna, obdarzona talentem, lecz jako student, który partaczył niemiłosiernie kopiując biedne antyki, sprawiając mnie i sobie katusze. Po pewnym czasie K. Raupp dostrzegł w oknach renomowanego monachijskiego antykwariatu „obraz w błyszczących złotych ramach sygnowany nazwiskiem tegoż studenta, który od dłuższego czasu nie pojawiał się na zajęciach w Akademii. To znany polski zimowy krajobraz z brudną wiejską drogą, wyskakujące z obrazu sanie, ujęte w najbardziej rażącym fotograficznym skrócie, polski przepis na obraz według znanego dobrego wzoru”. 
Te słowa w jakiś sposób wyjaśniły mi sens rozmowy z Panią Kustosz z Muzeum Okręgowego w Suwałkach, która przygotowała w 2013 r. wystawę biograficzną poświęconą Alfredowi Wierusz-Kowalskiemu. Moja sympatyczna rozmówczyni podkreślała nie tyle artyzm dzieł Kowalskiego co jego doskonałe rzemiosło. To nie malarz, który jedną kreska oddziela dwie epoki, to mistrz pędzla, którego dzieła wprowadzono na salony. Sposób realistycznego postrzegania i odwzorowania rzeczywistości wraz z dramatyzmem sytuacji to wzór, który do malarstwa europejskiego wprowadził m.in. artysta, który był tematem naszej rozmowy i którego setna rocznica śmierci przypada w tym roku.



 
Muzeum Okręgowe w Suwałkach, fragment ekspozycji poświęconej Alfredowi Wierusz-Kowalskiemu. Zdjęcie z:  http://muzeum.suwalki.pl/wystawy-stale/alfred-wierusz-kowalski-1849-1915/

Pałac Wierusza w Mikorzynie
Oprac. Andrzej Dusza

Alfred Wierusz-Kowalski, którego artystyczne rzemiosło podziwiają mieszkańcy Starego Kontynentu i Nowego Świata jakoś tu – w Konińskiem – nie znajduje miejsca w ludzkiej pamięci – napisał Jerzy Łojko. Gorzkie słowa, prawdziwe. Może zatem posłużymy się tekstem, który znalazł się na http://wieruszkowalski.pl/, stworzonej przez prezesa Ośrodka Szkoleniowo-Wypoczynkowego Wityng w Mikorzynie. Materiał został opracowany na podstawie książki Elizy Ptaszyńskiej "Alfred Wierusz-Kowalski 1849-1915" (wyd. DIG Warszawa 2011). Także z tej książki pochodzą ilustracje pałacu w Mikorzynie.

 
 
13 lipca 1896 roku okazał się datą ważną w życiu Alfreda Wierusz-Kowalskiego i jego rodziny. Tego dnia w Koninie spisano akt kupna majątku Mikorzyn. Sprzedającym był Wacław Sikorski, a nabywcą — Alfred Wierusz-Kowalski. Od tej daty już nic nie było tak jak dawniej.
 
Cóż innego mogło skłonić Wierusz-Kowalskiego do zakupu Mikorzyna, jeśli nie ambicja. Nie bez znaczenia jednak musiało być pragnienie zabezpieczenia bytu dzieciom, zdobycia czegoś, co by stanowiło dla nich dziedzictwo, posag, podstawy bytu rodzinie, gdy jego, jedynego źródła utrzymania, zabraknie. Wojciech Kossak zanotował: „Dzisiejsi ziemianie doprowadzeni do roli ekonomów na majątkach, których rzeczywistymi właścicielami są urzędy podatkowe i wierzyciele hipoteczni, z trudnością uwierzą, że ten najtwardszy dziś kawałek chleba mógł być pół wieku temu jeszcze symbolem wszelkiego dobra doczesnego”.
 
W 1896 roku Wierusz-Kowalski zbliżał się do pięćdziesiątki. Jego córki niebawem będą miały po dwadzieścia lat, Czesław, pierworodny syn, kończył właśnie lat czternaście, dwójka najmłodszych jeszcze dorastała. Najwyższy czas, aby myśleć o przyszłości, planować, zabezpieczać, nie opierać się tylko na tym, co niesie czas i co wypływało spod ręki. Potrzebo­wał czegoś, w jego mniemaniu, bardziej niezawodnego, niezależnego od kaprysu fortuny.
 
W takich nastrojach, ważonych pewnie argumentach, w sytuacji, gdy pamięć rodzinna przypominała o rodowych tradycjach posiadaczy ziemskich, gdy wciąż mimo wytrwałej pracy i osiąganych sukcesów brakowało pieniędzy, Wierusz-Kowalski zdecydował się kupić Mikorzyn. Był to powrót w rodzinne strony, do miejsc, okolic, pejzażu, skąd wywodziła się rodzina Wierusz-Kowalskich.
 
Miasta i osady wielkopolskie od średniowiecza przewijają się w historii rodziny. Kupując Mikorzyn, Alfred wracał w strony, które przed laty opuścił jego ojciec.
 
O wyborze miejsca decydowały jednak względy nie tyle sentymentalne, co praktyczne. Niedaleko Mikorzyna, w Posadzie, znajdowały się dobra i pałac zajmowany przez Karola Wierusz-Kowalskiego, bratanka Alfreda, także malarza, który przez kilka lat studiował w Monachium, krótko mieszkał u Wierusz-Kowalskich, pracował w pracowni Alfreda, czasem wymieniany jest jako jego „pomocnik”. Z pewnością miał mniejszy talent, ale wpływ na jego twórczość malarstwa Alfreda Wierusz-Kowalskiego jest olbrzymi.
 
O wyborze miejsca na rodzinne gniazdo zadecydowała więc bliskość rodziny w nieodległym Turku, gdzie jeszcze niedawno Teofil Wierusz-Kowalski pełnił funkcję notariusza, być może wspomnienia młodości, a także dogodne położenie Konina w centrum Polski. Korzystna mogła być też cena posiadłości.
 
Majątek Mikorzyn obejmował 615 hektarów ziemi ornej, 48 ha lasów, 150 ha zajmowały jeziora. Położony był wzdłuż zachodniego brzegu rynnowego pasa jezior, w odległości około 15 km od Konina. Wartość majątku, według aktu notarialnego, wyniosła 43 tysiące rubli. Jego poprzedni właściciel miał go w swoim posiadaniu zaledwie cztery lata. Wcześniej majątek należał przez kilkadziesiąt lat do rodziny Milewskich.
 
Czy pałac został zbudowany przez poprzednich właścicieli majątku, czy przez Alfreda Wierusz-Kowalskiego – nie wiadomo. Jest może malowniczy, ale w nie najlepszym guście. Obecnie mocno przebudowany, o dachach pokrytych blachą, stracił urok, którym promieniuje na starych, rodzinnych fotografiach. Ładnie położony nad brzegiem jeziora, otoczony był 16-hektarowym parkiem, który powstał w czasach, gdy dobra należały do Wierusz-Kowalskiego. Park założony w stylu angielskim nie miał egzotycznych nasadzeń. Świerki, olchy, brzozy, topole tworzyły naturalny, urozmaicony pofałdowaniem terenu i stawami krajobraz. W niedalekiej odległości od pałacu znajdowały się budynki gospodarcze, z których przynajmniej niektóre były budowane po zakupie majątku. W swoich listach pisze o tym, martwi się, czy belki zostały odpowiednio posmarowane, z Monachium zarządza pracami budowlanymi, także polnymi.
 
Zakup Mikorzyna zmienił życie rodziny, chociaż początkowo płynęło dawnym nurtem. Panny uczyły się na pensji w Polsce, Czesław chodził do gimnazjum, dwaj najmłodsi chłopcy byli przy rodzicach. „Państwo Kowalscy – wspominał Marian Trzebiński – mieli kilkoro dzieci, które przeważnie chowały się w kraju. W Monachium było tylko dwoje najmłodszych, a jednego z nich, Józia, przygotowywałem do pierwszej klasy gimnazjum rosyjskiego”. Majątkiem prawdopodobnie, zgodnie z rodzinnym przekazem, zarządzał najmłodszy brat Wierusz-Kowalskiego – Konrad. Z biegiem lat zostało zlikwidowane mieszkanie monachijskie i z czasem ustalił się porządek, zgodnie z którym artysta pracował w Monachium, a żona i dzieci przebywały w Mikorzynie lub podróżowały po Europie (chłopcy w celu nauki – dziewczęta dla odpoczynku i rozrywki).

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2