Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Polichromie w farze odzyskały świetność

Stuletnie polichromie w kościele świętego Bartłomieja przeżywają renesans. Krakowscy konserwatorzy przywrócili im nie tylko dawny blask. Dzieła sztuki sakralnej zaprojektowane w ubiegłym stuleciu przez wybitnego artystę – Eligiusza Niewiadomskiego, zbliżyli też do pierwotnego wyglądu. Restauracja polichromii w konińskiej farze trwała od czerwca br.

Niewiadomski zadbał o solidną dokumentację. Na temat polichromii w kościele św. Bartłomieja w Koninie reportaż napisał Tadeusz Jaroszyński, dziennikarz „Tygodnika Ilustrowanego” w Warszawie. Tekst ukazał się tamże, wraz z fotografiami prezentującymi dzieło artysty, malarza, wykładowcy akademickiego, historyka i krytyka sztuki, społecznika, taternika, którego zbiorowa pamięć i historia zapamiętały lepiej jako zabójcę pierwszego prezydenta niepodległej Polski – Gabriela Narutowicza.[1]Dokumentację fotograficzną opublikowaną w 1911 roku, uzupełniła jeszcze wystawa szkiców do konińskich polichromii otwarta w Salonie Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych na przełomie 1912/1913.

Autor konińskich polichromii nie zgadzał się z ówczesnym zdobieniem kościołów, nazywając je na łamach warszawskiej prasy „nieumiejętnością, a nawet barbarzyństwem” („Goniec Poranny”, 1905). Współcześnie oczywiste dla wszystkich udekorowanie fary, zbiegło się z modernistycznym przełomem w sztuce, w której zapanowała secesja ze swą bogatą ornamentyką, żywą kolorystyką i zakrzywionymi liniami (pisze o tym Anna Dragan w reportażu „A mógł strzelić w powietrze”, zamieszczonym w jej autorskim zbiorze zatytułowanym „Pod końskim kopytem”, Wydawnictwo Apeks, 1995, s. 47-55 – przyp. red.). Niewiadomski wprowadził więc do miejscowej świątyni powiew nowoczesności. Był uczniem Wojciecha Gersona, wybitnego przedstawiciela realizmu w malarstwie. Mimo swych artystycznych korzeni, przejawiał jednak słabość do secesji. Z powodu tych sprzeczności, Niewiadomskiego określa się często mianem człowieka-paradoksu. Jak mówi jego biograf, historyk IPN, dr Patryk Pleskot – jest postacią wielowymiarową, interesująca i niejednoznaczną („Niewiadomski – zabić prezydenta”, 2012). I kimś więcej niż tylko mordercą prezydenta Narutowicza[2].



Eligiusz Niewiadomski był wybitnym malarzem, znawcą sztuki, ale i ekscentrykiem, samotnikiem, politycznym radykałem  (od jego zbrodniczego czynu odżegnała się nawet przedwojenna endecja). Był człowiekiem pełnym przeciwieństw – jako krytyk sztuki w niezwykły sposób pisał o wartościach żydowskiego malarstwa, ale był też fanatycznym ksenofobem ogarniętym niechęcią do niemieckiej, ukraińskiej i żydowskiej mniejszości. Rodzina absolutnie nie predestynowała Niewiadomskiego do bycia prawicowym ekstremistą. Pochodził ze zubożałej szlachty, należącej do inteligencji, jego ojciec był urzędnikiem mennicy warszawskiej, człowiekiem towarzyskim, kosmopolitą o szerokich horyzontach, który zaszczepił mu miłość do sztuki i pracy organicznej. Dlaczego to samo nie udało się z tolerancją? Ogromny wpływ miała na niego starsza siostra, Cecylia, która po przedwczesnej śmierci matki – spolonizowanej Niemki, zajęła się jego wychowaniem. Niewiadomski miał dzieciństwo jakich wiele. Nic z tych rzeczy nie mogło przepowiadać drastycznego wyboru, jakiego dokona w przyszłości.

Mając 20 lat rozpoczął studia w Akademii Sztuk Pięknych w Sanktpetersburgu, gdzie przeżył fascynację socjalizmem. Po latach napisze o tym w „Kartkach z więzienia”, że dał się zwieść słowom, a liczy się tylko postępowanie. Rozczarowanie to chyba najważniejsze słowo, jakie można odnieść do postaci tego wybitnego artysty. Uczucie to narastało w nim przez lata, znajdując ujście przed „Zachętą”. Wiadomo sporo o konfliktowej naturze Niewiadomskiego, który nigdy nie respektował decyzji przełożonych, był skrytym samotnikiem, uznającym proste brutalne rozwiązania – sygnały takie docierały do jego otoczenia już znacznie wcześniej. W każdym razie, w Sanktpetersburgu, otrzymał stypendium na studia we Francji, gdzie w niewyjaśnionych okolicznościach uległ poparzeniu. Blizny zasłaniał nawet przed swoją najbliższą rodziną, żoną i dziećmi. Incydent ten sprawił, że zawód artysty malarza mógł uprawiać w sposób ograniczony, posiłkując się współpracą z innymi. Po powrocie do kraju zajął się sztuką nieco inaczej – organizując wykłady, korepetycje, pisząc o malarstwie. I polityką. Od lat 90. XIX w. był związany z endecją, woził bibułę z Galicji do Łodzi i Warszawy, za co uwięziono go w Cytadeli (na marginesie endecy byli dla niego zbyt ugodowi, już wtedy widział rozwiązanie w przemocy). W Polsce uległ też kolejnemu poważnemu wypadkowi, wpadając pod tramwaj. Być może i ten artystyczny niedosyt stał się kroplą, która lata później przepełniła czarę goryczy? Faktem jest, że uszczerbki na zdrowiu nie pozwoliły mu na większe zaangażowanie w wykonanie polichromii i witraży w konińskiej farze. Prace na podstawie jego projektów zostały wykonane przez zespół, który od 1904 roku nadzorował artysta (trwały 6 lat).

Eligiusz Niewiadomski jest również twórcą projektów czterech witraży, zdobiących okna fary. I one zostały poddane pracom konserwatorskim – trzy w 2011 roku, ostatni, czwarty – rok później. Zostały zdjęte, odrestaurowane i umieszczone w oknach świątyni za pomocą specjalnych zaczepów. W ich miejscu wstawiono szyby imitujące witraż, osłaniające zabytki przed skutkami zmieniających się warunków atmosferycznych i możliwymi aktami wandalizmu.

Stopniowe odnawianie zabytków w  konińskiej farze trwa od kilku lat. Te zmiany zawdzięczamy ks. dr. Tomaszowi Michalskiemu, proboszczowi kościoła św. Bartłomieja. – Prace nad renowacją polichromii Niewiadomskiego rozpoczęły się w czerwcu 2015 roku. Podczas ostatniej konserwacji w 1988 roku niektóre sceny rodzajowe i postacie zostały przemalowane i znacznie odbiegały od pierwowzoru. Twarze były spłaszczone, zafałszowana została forma postaci, pojawiły się nawet pewne błędy w anatomii. Wróciliśmy do pierwotnych zamysłów Eligiusza Niewiadomskiego. Zgodnie z jego projektem odtworzone zostały między innymi: Egipcjanka, Trzej Królowie – wcześniej różnili się jedynie kolorem szat, przywrócony został oryginalny wygląd szat Chrystusa Króla. Trzydzieści lat temu konserwatorzy nie dysponowali złotem, użyli jedynie złotej farby. W tej chwili, tak jak w oryginale, nałożone zostały płatki 24-karatowego złota, które przywiera do tynku. Wyczyściliśmy także Anioły, przywrócony został ich blask, imponująca głębia koloru. Odrestaurowanych zostało również 6 przęseł sklepienia, do renowacji pozostały jeszcze dwa i łuk tęczowy. Te prace zostaną wykonane w przyszłym roku – zapewnił proboszcz Michalski.

Na temat polichromii Eligiusza Niewiadomskiego powstała rozprawa habilitacyjna pod tytułem „Badanie techniki, technologii i stanu zachowania malowideł ściennych wybranych artystów Młodej Polski na terenie Wielkopolski”. Jej autorką była dr Ewa Roznerska-Świerczewska, pracownik naukowo-dydaktyczny Wydziału Sztuk Pięknych UMK w Toruniu (2010), która w latach 80. prowadziła między innymi prace konserwatorskie na polichromiach Niewiadomskiego zdobiących kościół w Starym Mieście.


Fot. Marcin Oliński


Kalendarium

2009. W połowie grudnia ukazał się kalendarz: „100 lat polichromii w kościele farnym pw. Św. Bartłomieja w Konnia 1910-2010”. Zostały w nim wykorzystane reprodukcje z „Tygodnika Ilustrowanego” z 1911 użyczone przez dr Janusza Sobczyńskiego, wzbogacone o fotografie Macieja Sypniewskiego i plastyczną oprawę Kazimierza Białkowskiego (kopie fragmentów polichromii), inspirowane dziełami Eligiusza Niewiadomskiego. Zamieszczono w nim również rycinę przedstawiającą konińską farę z 1842 (ze zbiorów Biblioteki Kórnickiej). Kalendarz został przygotowany z inicjatywy Wandy i Michała Gruszczyńskich. Wydawnictwu patronowały Towarzystwo Przyjaciół Konina i PTTK Oddział w Koninie.

2010. Otwarcie wystawy konińskiego malarza i regionalisty, Kazimierza Białkowskiego zatytułowanej „Polichromie Eligiusza Niewiadomskiego w rysunkach Kazimierza Białkowskiego” w Galerii Sztuki „Zakątek” Marii i Janusza Chojnackich w Starym Mieście. Tematem prac były także witraże.

2011. Wykonana została posadzka w prezbiterium. Drewniany ołtarz, kazalnica i kredensja (stolik do naczyń liturgicznych) zostały wymienione na kamienne. W kościele pojawiły się ozdobne krzesła przy ołtarzu, na których zasiadają księża i ministranci, tzw. sedille i stalle. Renowacji poddane zostały: żyrandole (replika jednego, gotyckiego została zakupiona), krzyż, lichtarze oraz kielich mszalny z XVII wieku z herbem miasta. Prace konserwatorskie objęły też trzy witraże autorstwa Niewiadomskiego.

2012.  Zabiegom konserwatorskim zostały poddane drewniany neogotycki ołtarz główny z 1911 roku, gotycka rzeźba Matki Boskiej z XVI wieku, rzeźby aniołów w zwieńczeniu ołtarza i spod tabernakulum, tron w tabernakulum, rzeźby Boga Ojca, Chrystusa i Ducha Świętego w glorii, obrazy: Apostołów, zasłonowe oraz przedstawiające Ewangelistów w retabulum. W tym celu zdemontowano ołtarz. Wszystkie rzeźby, obrazy oraz inne elementy zostały zdjęte, zabezpieczone i wywiezione do pracowni konserwatorskiej w Ostrowie Wielkopolskim. Stan niektórych dzieł był znacznie gorszy niż szacowano (m.in. obrazu zasłonowego ołtarza oraz obrazu przedstawiającego kościół i jego patrona – św. Bartłomieja, na które niszcząco zadziałała wilgoć, powodując ich mocne złuszczenie od dołu). Renowacji został też poddany ostatni, czwarty witraż autorstwa Eligiusza Niewiadomskiego.

2015. Renowacja ponad 100-letnich polichromii zgodna z projektem ww. artysty. Prace trwały od czerwca do października br.
 


[1] Anna Dragan poświęca w nim również uwagę obu postaciom. Wybitnemu artyście i wybitnemu inżynierowi, patriotom, wielkim osobowościom o skrajnie różnych poglądach, których losy krzyżowały się przez wiele lat w przedziwny sposób aż do momentu, gdy ostatecznie złączyło ich tragiczne w skutkach spotkanie w „Zachęcie” (1922).
[2] Został skazany na karę śmierci przez rozstrzelanie, którą wykonano 31 stycznia 1923. Niewiadomski nie pozwolił przesłonić sobie oczu. Szedł krokiem pewnym, na piersiach trzymał biało-czerwone goździki, do końca przekonany o słuszności swego czynu. Urzędującego 5 dni Prezydenta RP Gabriela Narutowicza zastrzelił w „Zachęcie” 6 grudnia 1922 roku.

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2