Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Ścierański i długo, długo nikt

Krzysztof Ścierański ma w kręgu swych zainteresowań gitarę, a od swego koncertu w Koninie – także niebo, piekło i czyściec. Gdyby nie czas, dyskutowałby o nich z Anną Wysocką do białego rana. Artysta wystąpił jednak z gitarowym recitalem w kościele świętego Wojciecha. Miłość do tego instrumentu, którym cieszył się jak dziecko, a używał go jak mistrz – udzieliła się również słuchaczom przybyłym 29 listopada br. do tej świątyni.

Jest czołowym polskim gitarzystą i nie ma w tych słowach żadnej przesady. – Ścierański i długo, długo nikt – powiedziała, przedstawiając go dziennikarka muzyczna, Anna Wysocka. Artysta jest legendą polskiej muzyki jazzowej i rockowej. Przez 22 lata był związany z grupą Laboratorium, nagrał z nią 5 winylowych jeszcze płyt, od 1980 roku był związany z formacją Zbigniewa Namysłowskiego Air Condition, tuż przed wybuchem stanu wojennego zaczął grać z Krzesimirem Dębskim i jego String Connection, z którym wydał 5 kolejnych płyt. Od 1989 roku realizuje autorskie projekty. Współpracował z Radulim, Napiórkowskim, Jakubkiem, a także z Bem, Stańko, Porterem i Grechutą, występował z zespołami Krzak, Republiką, Wilkami. Rok temu wydał najnowszą płytę „Night Lakes”. Z okazji jego 25-lecia ostatni utwór pod tytułem „Ołów” zaśpiewała na niej Grażyna Łobaszewska. – Niezwykłe jest to, że wszystkich artystów występujących w naszej świątyni łączy ze sobą symbioza, której nie potrafię wyjaśnić – mówiła Wysocka. – Wszyscy zetknęli się ze sobą we wspólnych projektach, a później zjawili się, by zagrać u nas.

Krzysztof Ścierański chciał grać na gitarze elektrycznej. Los sprawił, że został wybitnym basistą. – W pewnym wieku, czyli na starość, pewne nawyki zaczynają jednak brać górę – powiedział artysta. – Kiedy byłem chłopakiem naśladowałem Claptona i Hendrixa. I teraz do tego wracam. Pierwszy utwór, który wykonał dla publiczności, został przez niego zadedykowany zmarłemu we wrześniu tego roku znakomitemu realizatorowi dźwięku – Wojciechowi Przybylskiemu.

Ścierański przyjechał do Wojciecha z 4 gitarami. Jak zauważył ks. Paweł Śmigiel, patron świątyni w Morzysławiu trzyma w dłoniach wiosło (i tak potocznie nazywają ten instrument gitarzyści). Z powodu liczebnej przewagi nie wiadomo było, kto dla kogo stanowił wsparcie – muzyk dla świętego, czy może odwrotnie? W każdym razie „wiosła”, które zabrał ze sobą Krzysztof Ścierański, ujawniły jego muzyczne fascynacje i radość, jaką czerpie z możliwości tego instrumentu, łącząc na przykład brzmienia gitary elektrycznej z basową. Artysta zagrał dalej utwór „Dedykacja”. W pewnym momencie ruszył w stronę słuchaczy z gitarą bezprogową. Jak się okazało, kopią tej samej, jakiej używał Jaco Pastorius, legendarny mistrz gitary basowej. Podczas koncertu programował też sam wykonywane utwory. Przywołał również brzmienia typowe dla lat 60. – Kto z Państwa pamięta „Kobrę”? Były tam niezwykłe efekty dźwiękowe… Na przykład w chwilach grozy, słyszalne w tle były bonga… Kiedy ją wyświetlano, mieszkałem w Krakowie. Moim sąsiadem był Maciej Słomczyński. Wiedziałem, że jest pisarzem. Miał dwoje dzieci i psa. Wychodził z nim na spacery. Palił fajkę. Dopiero później dowiedziałem się, że to słynny tłumacz dzieł Szekspira i Joyce’a. I autor kryminałów wyświetlanych w „Kobrze”, dzięki którym pustoszały krakowskie ulice. Pisał je pod pseudonimem Joe Alex. Był to pierwszy sławny człowiek, którego w życiu poznałem i byłem zaszczycony. Muzyka filmowa, ilustracyjna zapadła mi przez tę „Kobrę” głęboko w pamięć. Jest muzyką wpływów. Zawsze na mnie działa – powiedział Ścierański przed kolejnym utworem. Ostatni tego wieczoru zaprezentował na amerykańskiej gitarze z 1969 roku, która trafiła do Polski przez niezwykły przypadek. Nawiązał w nim do swoich pierwszych eksperymentów z echem, brzmiąc bardziej elektronicznie.

Po koncercie Krzysztof Ścierański podpisywał jeszcze swą ostatnią płytę. Jak powiedziała Anna Wysocka, jego związki z Koninem są ściślejsze, bo przy jednym z muzycznych projektów współpracował przecież z Janem A.P. Kaczmarkiem. Aby jeszcze zacieśnić te więzy, wręczyła mu płytę nagraną w kościele Wojciecha przez wirtuozów Brodskiego i Peruckiego. Wśród słuchaczy artysty znaleźli się i tacy, którzy poprosili o złożenie autografu na starszych, winylowych wydawnictwach.

Wydarzenie odbyło się jak zawsze w ramach projektu „Trzeźwienie przez kulturę” i było realizowane przez kościół pw. św. Wojciecha, samorząd Konina i Koniński Dom Kultury. W ostatnią niedzielę grudnia tego roku usłyszycie Państwo kolędy. Do bluesowo-rockowych brzmień organizatorzy powrócą w nowym roku.


Fot. Zdzisław Siwik

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2