Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Wigilie na „ziemi milczenia i grozy”

Na obrazie Jacka Malczewskiego polscy zesłańcy siedzą przy wigilijnym stole nakrytym białym obrusem. 12 tradycyjnych potraw zastępuje im skromny posiłek. „Wigilia na Syberii” przedstawiona przez artystę ukazuje rozdzierający smutek. Obraz, o którym mowa skomentował Jacek Kaczmarski, pisząc: „Nie, nie jesteśmy biedni i smutni /Chustka przy twarzy to katar / Nie będzie klusek i kutii / Będzie chleb i herbata / Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę / Patrząc na swoje życie / Jesteśmy razem – czegóż chcieć jeszcze / Jutro przyjdzie Zbawiciel”. Represje carskie w XIX wieku dotknęły powstańców listopadowych i styczniowych, oraz tych, którzy udzielali im wsparcia. Wywózki na Sybir rozpoczęły się w 1561 i trwały do 1952 roku. Zesłańcy nie zaniechali polskiej tradycji, nie porzucili wiary. Były one dla nich otuchą i źródłem nadziei na rychły powrót do Polski. W najgorszym wypadku – jej skrawkiem na nieludzkiej ziemi…


Jacek Malczewski, „Wigilia na Syberii”, 1892

Fawley Court w Licheniu

Potężną kolekcją dokumentów – listów, zapisków, książek historycznych dotyczących powstania styczniowego dysponuje Muzeum im. księdza Józefa Jarzębowskiego w Sanktuarium Maryjnym w Licheniu Starym. Potomek powstańca styczniowego, marianin, wychowawca młodzieży, edukator i miłośnik polskiej historii, który pierwsze muzeum utworzył w 1925 roku w szkole na warszawskich Bielanach, cieszył się zaufaniem i szacunkiem powojennej emigracji, która w jego ręce oddawała unikatowe eksponaty  i pamiątki, związane z polską historią. – Po wybuchu II wojny światowej, chcąc ocalić to, co już zebrał, ksiądz Jarzębowski rozparcelował eksponaty u zaufanych ludzi. Sam wyjechał do Wilna, zabierając ze sobą jedną skrzynię. Po agresji sowieckiej z 17 września, nie był tam bezpieczny. W swoich pamiętnikach pisał, że nie wiedział, gdzie spędzi kolejną noc, sowieci tropoli go bez przerwy. Jego celem były Stany Zjednoczone, nie miał jednak ważnego paszportu – tłumaczyła kustosz Muzeum im. ks. Jarzębowskiego, Irena Wawrzyniak. – W Wilnie spotkał się z księdzem Michałem Sopoćką, spowiednikiem siostry Faustyny Kowalskiej. Do Miłosierdzia Bożego nie miał jednak wielkiego przekonania. Kiedy cudem udało mu się kilkakrotnie ujść bolszewikom, pojawiło się zaufanie, któremu pozostał wierny do końca swoich dni. Wypuszczono go w końcu z Wilna z owym nieważnym paszportem, przybijając konieczną pieczątkę. Do Stanów wyruszył w 1941 roku, przez Syberię, Japonię, spędził tam dwa lata. Kiedy w Meksyku znalazło się 3 tysiące polskich sierot, zakon Marianów skierował go do Santa Rosa i Tlalpan. Tak jak w kraju, organizował dla nich szkoły, edukował. W 1950 roku wyruszył do Anglii, aby sprawować posługę duszpasterską dla rozległej powojennej  emigracji. Zaczął tam organizować gimnazjum i muzeum na wzór bielański. Zaufanie, jakim darzyła go emigracja, spowodowało, że muzeum w Fawley Court pod Londynem rozrastało się – mówiła Irena Wawrzyniak. Sala prowadząca do licheńskiego Muzeum została poświęcona osobie księdza Jarzębowskiego.

Kolekcje, które budował w Fawley Court od 1953 obejmują starodruki (m.in. pierwsze tłumaczenia Biblii), mapy, pieczęcie, listy polskich królów, rękopisy pisarzy, przedmioty należące do postaci historycznych, dzieła sztuki (obrazy, rzeźby, grafiki), przedmioty należące do kultury szlacheckiej, broń białą, umundurowanie z I i II wojny światowej, pamiątki z obozów zagłady, etc. Gromadzenia tych cennych eksponatów nie przerwała śmierć ks. Jarzębowskiego, który zmarł w 1964 w Szwajcarii wskutek czwartego zawału serca. W zbiorach Muzeum w Licheniu, które w 2008 stało się spadkobiercą jego spuścizny, znajdują się eksponaty związane z najnowszą historią Polski,  rokiem 1956, 1980 – „Solidarnością”. W Muzeum prezentowane są postaci wybitnych polskich generałów – Andersa, Maczka i Hallera (ostatni: jako wystawa czasowa). W jednej z gablot można zobaczyć koszulkę Romka Strzałkowskiego, chłopca, który został zabity w czasie Poznańskiego Czerwca. – Koszula jest autentyczna. Została przekazana przez mamę chłopca na prośbę uczniów z gimnazjum w Fawley Court. Napisali do niej list. W kieszeni jest dziura po kuli, która przeszła na wylot. I banknot. Romek poszedł na zakupy, jego matka źle się czuła tego dnia. Jedna z wersji o przyczynach jego tragicznej śmierci mówi, że zastrzeliła go Teofila Kowal, kobieta, której narzeczony był pracownikiem UB. Znaleziono przy niej broń, wielokrotnie zmieniała zeznania. Chłopiec został przez nią wciągnięty do bramy – tłumaczyła Wawrzyniak.

Pierwsza wystawa zatytułowana „Zanim powstanie muzeum…” odbyła się w Licheniu w 2008 roku. Kolejna „Jakaż piękna musi być Polska” w 2010, ekspozycja zadedykowana powstaniu styczniowemu nosiła tytuł „MÓWIĄ LUDZIE ROKU 1863”, zorganizowana w 150 rocznicę jego wybuchu. Instytucja prezentuje wystawy czasowe poświęcone najważniejszym postaciom i wydarzeniom polskiej historii. Użycza eksponatów i wybranych fragmentów kolekcji innym muzeom i galeriom w kraju.

Bóg się rodzi na Sybirze

Nazywano ją Syberią albo z rosyjska – Sybirem. Albo jeszcze inaczej: „ziemią przeklętą”, „lodowym piekłem”, „krainą, gdzie nie ma nadziei”, „krainą wiecznych śniegów i wiecznej tęsknoty”, „dzieckiem nieszczęść, łez i cierpienia Rosji i Polski”, „czyśćcem odkupienia”, „ziemią milczenia i grozy” – pisze Zofia Trojanowiczowa w książce „Sybir romantyków”. Carskie represje przejawiające się zsyłkami na Syberię rozpoczęły się w 1561 roku, trafiali tam najpierw jeńcy wojenni. Nasilenie tych represji nastąpiło w XIX wieku po dwóch narodowych zrywach. Wigilię, najbardziej rodzinne polskie święto, przyszło świętować zesłanym buntownikom przeciw caratowi w nieludzkich warunkach, trudnym do zniesienia klimacie, biedzie, poniżeniu i nostalgii za ojczyzną, i wszystkim, co z nią związane.

Powstanie styczniowe dla pokolenia księdza Jarzębowskiego było tym, czym dla nas jest współcześnie powstanie warszawskie. Ludzie, którzy wzięli w nim udział, byli w jego czasach traktowani z niezwykłym szacunkiem. Dziadek księdza, ojciec matki, Ludwik Ablewicz, był powstańcem styczniowym. Jarzębowski został wychowany w duchu patriotycznym i katolickim. Dlatego lwią część kolekcji stanowią dokumenty, wspomnienia, publikacje poświęcone temu zrywowi – informowała Irena Wawrzyniak.

Jednym z bohaterów organizowanej przez nią wystawy – „MÓWIĄ LUDZIE ROKU 1863” był Ludwik Niemojowski, etnograf, nowelista, felietonista, dramaturg, ziemianin, właściciel majątku w Radoszewicach w powiecie wieluńskim, marszałek tamtejszej szlachty, który trafił na Sybir za pomoc, jakiej udzielał powstańcom styczniowym. Założeniem pomysłodawców tej ekspozycji było ukazanie zrywu przez indywidualne ludzkie losy. Jej bohaterami stali się wybrani zesłańcy.

Niemojowski w liście z 12 grudnia 1868 pisał do córki Emilii: (…) nabieram coraz większego przekonania że Ty będziesz dla mnie wielką pociechą w tem życiu staraj się tylko zdobyć sobie naukę stanowisko w społeczeństwie– pomnąć na to że w naszej rodzinie ograniczonych umysłem nigdy nie było (…). Ród Niemojowskich herbu Wierusza odegrał wielką rolę w życiu politycznym, publicznym i intelektualnym Polski porozbiorowej, jego przedstawiciele zajmowali czołowe stanowiska w kraju. Dlatego wielokrotnie napomina w swej korespondencji, jak istotne jest dla córki gruntowne wykształcenie i praca na rzecz społeczeństwa. Dyskutuje z nią na temat fizyki, geografii, etnografii, moralności, wartości, zapewniając o swym ojcowskim przywiązaniu i miłości. Istotną częścią jego listów są opisy otaczającej go Syberii, dokąd trafił za pomoc finansową, której udzielał buntownikom. 8 z nich otoczył opieką medyczną w swoim dworze, 9 zabitych – chciał pochować we wspólnym kurhanie. Ostatni zamiar rozwścieczył rosyjskiego zaborcę, mogło to przecież przejawić się patriotycznymi manifestacjami. Proces Ludwika Niemojowskiego odbył się błyskawicznie, karę śmierci zamieniono mu jednak na karę zsyłki. Po krótkim pobycie na Cytadeli, znalazł się w Minusińsku, niewielkiej miejscowości, położonej kilkanaście wiorst od granicy z Chinami, osłoniętej zawsząd górami.

Cierpienia spowodowanego rozdzieleniem z dziećmi przysporzyło mu nie tylko zaangażowanie w działalność polityczną. Do 1855 roku Niemojowski był żonaty z Emilią Kaczkowską, matką Emilki. Po tym jak owdowiał, pojął za żonę Joannę Osińską, która urodziła mu córkę Janinę i synów: Stefanka i Ludwika.
 
Ksiądz Jarzębowski, który prowadził osobiste zapiski dotyczące biografii powstańczych (najprawdopodobniej były to informacje pochodzące od świadków, potomków, znajomych tych osób), zanotował przy nim takie zdanie: „Zdradziła go „wtórna” żona”. Samo zesłanie nie było w czasach carskiego terroru niczym osobliwym. Istnieje jednak przypuszczenie, że zadenuncjowała go druga małżonka, mająca wówczas romans z carskim oficerem, za którego w 1872 roku wyszła za mąż. Niemojowski wielokrotnie odczuwał też odmowę próśb o ułaskawienie jako intrygę z jej strony, w listach nazywał ją „Panią”.

Emilka, córka z pierwszego małżeństwa, do której pisywał całe lata, została umieszczona u wujostwa Niemojowskich w Marchwaczu, w powiecie kaliskim, gdzie było jej bardzo dobrze i gdzie kształciła się ku radości wygnanego ojca. W listach zachęca ją do kontaktów z przyrodnim rodzeństwem, można z nich wyczytać, że Osińska oczernia go przed resztą dzieci. Niemojowski bardzo liczy na wpływ Emilki, której dobre serce i mądrość mogą okazać się zbawienne dla odbudowania więzi.

Przed powstaniem styczniowym Ludwik Niemojowski sporo podróżował, we Włoszech poznał etnografa i pisarza, Teofila Lenartowicza. Przyjaźń zaowocowała wyprawą do Tunisu. Jego relacje stamtąd drukowała w połowie lat 50. warszawska prasa.  Świetne wykształcenie i znakomite pióro przejawiają się nie tylko w listach do najstarszej córki, Emilii. Niemojowski publikował swoje wspomnienia z Syberii w „Wędrowniku” i „Bibliotece Warszawskiej”. Ukazały się one w dwutomowej książce zatytułowanej „Obrazki z Syberii”, która w 1885 roku została przetłumaczona na angielski i wydana w Londynie (publikacja ta znajduje się w zbiorach Muzeum im. ks. Jarzębowskiego w Licheniu Starym). Siedząc przez te długie wieczory w ciepłym pokoju, i czując się zdrowym, więcej oddaję się literackim prasom- i wykańczam obecnie abszerny kilkanaście arkuszy obejmujący artykuł p.t. „Studyja etnograficzne nad pierwotnemi  plemieniami  Syberyj”, który dla swojej obszerności  nie poślę pocztą ale wezmę zapewne ze sobą – dla wydrukowania na miejscu – pisał 11 grudnia 1871, w liście do Emilki. W jednym z nich opisuje też swą wygnańczą Wigilię:

Kochana córko!

Zaczynam od tego że łamiąc się z Tobą w myśli opłatkiem wigilijnym, życzę Ci przy nadchodzących Świętach wszystkiego czego tylko przywiązany ojciec swemu ukochanemu dziecku życzyć może. Ósme to z kolei Święta Bożego Narodzenia  które przepędzam na wygnaniu, a każde z nich były stopniowo coraz smutniejszym dla mnie. W pierwszych latach mojego tu pobytu znaczna liczba odpowiednich mojem wyobrażeniem i wychowaniu towarzyszy sprawiała że obchód tej pamiątki przypominał niejako kraj i rodzinę: zgromadzaliśmy się wtedy razem na składkową wigilijną wieczerzę, łamaliśmy się w miejsce opłatka, chlebem, i życzyliśmy sobie wzajemnie lepszej przyszłości jeden drugiego podtrzymywał w nadziei, i odwadze i było jakoś raźniej na sercu (Minusińsk, grudzień 1870).

O nadziei na powrót do kraju, pisał, że bywa złudna, a niespełniona, odwlekana w czasie – staje się powodem nieludzkiej rozpaczy. Wielokrotnie starał się o przeniesienie do europejskiej części Rosji, co w końcu się udało. Trafił na krótko do Kazania, tu znów opisując obyczajowość żyjących tam Polaków, miasto, ludzi, kościoły. – Paradoks polegał na tym, że skazańcy, którzy uzyskali zgodę na pobyt bliżej Polski, byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Na Syberii ceniono ich, wnosili do tamtejszego surowego życia ducha cywilizacji i rzeczywiście odegrali ogromną rolę w jej rozwoju. Miasta europejskie były też dla nich zbyt drogie, o czym pisze Niemojowski. Jeszcze przed ułaskawieniem, otrzymał zgodę na niedługi pobyt w Polsce, był to rodzaj przepustki. Później musiał wracać do Minusińska – mówiła Irena Wawrzyniak.

W jego relacjach Syberia jest krainą niebezpieczną. Biedną, pełną napadających na podróżnych zbójców. Zesłańcy narażeni są na choroby. On sam bywał w malignie po kilka dni, przeklinając w niej sprawców swojej kaźni w języku rosyjskim. Panujący tam klimat, działał na Polaków depresyjnie. Ciężkie zimy, 40-stopniowe mrozy i gorące niemal włoskie lato, bardzo krótkie, powodowały, że życie na Syberii było tym bardziej uciążliwe i sprzyjające nostalgii i chorobom. Sam Niemojowski zapadł na depresję, kiedy nagle zmarł jego dobroczyńca, opiekun Emilki i właściciel Marchwacza. Stracił wtedy nadzieję na szczęśliwy obrót jego sprawy. Z tego stanu wyprowadził go miejscowy szaman. Etnograf zrewanżował się opowieściami o miejscowej medycynie, zwyczajach, przyrodzie i opisami ludów – Buriatów i Tanguzów, do których podszedł z wielką starannością i czymś, co dziś nazwalibyśmy empatią kulturową.

Syberia, która pod zaborami była symbolem zbiorowego losu, miejscem kaźni i banicją, odmieniała z czasem swoje oblicze. Po amnestiach jak pisze Trojanowiczowa: „Wielu mieszkańców Syberii żegnało ich (zesłańców – przyp. red.) z żalem, wyróżniali się często wykształceniem, kulturą umiejętnościami rzemieślniczymi, rolniczymi, ich wkład w cywilizowanie Syberii był niezaprzeczalny. Życzliwy Polakom generał-gubernator Syberii Wschodniej, Mikołaj Murawiew-Amurski, miał się wyrazić (…), że „Syberia z uwolnieniem wygnańców wiele utraca. „Można było – mówił on – za Bajkałem lepszą odebrać edukację i lepszych znaleźć nauczycieli, jak w Petersburgu lub w Moskwie””. Pod koniec XIX wieku wielu byłych powstańców wracało na Sybir dobrowolnie, prowadząc tam interesy lub badania naukowe.

Banicja Ludwika Niemojowskiego zakończyła się szczęśliwie w lipcu 1874 roku. Kolejne Wigilie spędził z dziećmi, pośród rodziny. Zmarł 18 grudnia 1892 w Warszawie.


Fot. Zdzisław Siwik

Źródło: Zofia Trojanowiczowa: „Sybir romantyków”. W opracowaniu materiałów wspomnieniowych uczestniczył Jerzy Fiećko. Wydawnictwo „W drodze”. Poznań 1993.
 

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2