Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Skamandryci w Salonie Poezji

Andrzej Łapicki, Szymon Pawlicki, Skamandryci i inni poeci, do tego muzyka Chopina i Debussy’ego – czyż to nie legendy? Okazją do spotkania z najwyższej próby poezją i muzyką, w najlepszym wykonaniu, stał się znowu Salon Poezji Anny Dymnej. Okolicznościowe wydanie odbyło się w Konińskim Domu Kultury 26 maja 2012 z okazji Dnia Matki. Był to jednocześnie ostatni Salon w mijającym sezonie. Wydarzenia poświęcone twórczości polskich poetów zostaną wznowione już we wrześniu.


Tyle pięknych słów, złączonych ze sobą po mistrzowsku, dających nowe niewyobrażalne znaczenia i perspektywę można usłyszeć tylko w Salonie Poezji. To rzadkie zjawisko słuchać dziś gremialnie poezji, czytanej, recytowanej przez czołowych polskich aktorów różnych pokoleń. A jednak po kilku spotkaniach, posiadło ono w naszym mieście wierną publiczność. Można by tu powiedzieć za czytaną przez Szymona Pawlickiego Szymborską, że: „Wszystko inne jest jak Bach chwilowo grany na pile”.

Mimo iż nie należała ona do Skamandra, jej wiersz „Obmyślam świat” znalazł się w kanonie zaprezentowanym przez konińskiego aktora. – Wybrałem grupę Skamandrytów, bo należeli do niej najwięksi przedwojenni poeci – Iwaszkiewicz, Słonimski, Tuwim, Lechoń. Na Nowym Świecie prowadzili kabaret „Pikador”. I jako pierwsi postanowili poezję odpoetyzować. Nadać wierszom prostą formę – uzasadniał z kolei Andrzej Łapicki.

Ze sceny padały też wspomnienia i anegdoty. Jak to o znajomości z Szymonem Pawlickim, który „był przejęty chwilą i zawsze szlachetny w działaniu” (mowa o czasach „Solidarności”, w której sprawy obaj aktorzy byli mocno zaangażowani). Albo ta o Madzi Samozwaniec. Ale o tym dopiero za chwilę…



Skamandryci, podobnie jak Łapicki i Pawlicki, odznaczają się dużym poczuciem humoru i dystansem do świata. Ale mają też w swoich tomikach utwory sentymentalne, nostalgiczne – większość z nich spędziła przecież wojnę na emigracji. Aktorzy przywołali tu „Kwiaty polskie”, w których Tuwim przebywający w Nowym Yorku opisuje zapach polskiego bzu. Ale bywali też przezabawni – utwór o telegrafiście, Piotrze Płaksinie, żyjącym „gdzieś w mordobijskim powiecie”, który nie miał szans na miłość, bo… nie potrafił grać na klarnecie, w niejednym widzu wywołała uśmiech. Był i Lechoń ze swoim „Mochnackim”, a Andrzej Łapicki gorąco polecał jego przedwojenne teatralne felietony, obrazujące przedwojenne życie teatralne z jego blaskami i cieniami.

Wstępem do rozmowy o kolejnych bohaterkach Salonu stał się wiersz Cypriana Kamila Norwida, „Mój psalm” czytany przez Szymona Pawlickiego: „Maryj rozlicznych (a tych nigdy dosyć!), Jasnych Magdalen z bujnymi włosami, Roztropnych Zofij – i genialnych Teres, I dnie, i noce nie ustawam prosić, Żeby raz skończył świat z interesami!...” I tak o to modlitwa wielkiego poety romantyka została wysłuchana, bo Maryj i Magdalen w Salonie nie zabrakło…  

Skamandrytką była przecież Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. – Liryczna, erotyczna. Przeciwieństwo swojej siostry, prześmiewczyni – Magdaleny Samozwaniec. Sceptycznej, dowcipnej, piszącej książki o brydżu, na który przed wojną była wielka moda – tłumaczył Andrzej Łapicki. – Miałem przyjemność poznać tę ostatnią w 1954 w kabarecie „Stańczyk”, gdzie prezentowała swoje satyryczne felietony. Przy pierwszym stoliku siedział tego wieczoru aktor, Jerzy Leszczyński, będący wtedy po dobrych kilku koniakach. Kiedy weszła Samozwaniec, rzucił się jej na scenie na szyję, odwrócił do publiczności i wygrzmiał: „Ależ się ona zestarzała!”… Po tej pieprznej i co tu dużo kryć skandalizującej historii, Andrzej Łapicki przeczytał wiersz Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej „Ekscentrycy”, jak zapowiadał, przesiąknięty fox-trottem, płynący z rytmem muzyki i zabawy.



Ogromną atencją darzy Łapicki Jarosława Iwaszkiewicza, którego znał osobiście jeszcze przed wojną. – Był to najlepszy poeta Skamandra. Zbieraliśmy się u niego w Stawiskach koło Podkowy Leśnej, robili teatrzyk kukiełkowy, zimą grali w hokeja. Budziliśmy tym powszechną niechęć w kolejce EKD. Ludzie myśleli: „Wojna, a ci w hokeja grają…”. Nie wiedzieli, że wszyscyśmy należeli do podziemia. Mam takie zdjęcie tej naszej grupy, zwiesiłem głowę, bo ja się zawsze martwię… I ten łeb spuszczony chyba mnie uratował, bo pozostałych 6 kolegów zginęło… Tu zaprezentował wiersz Iwaszkiewicza (który miał dwie piękne córki): „Stary poeta”.

Ponieważ panowie dzielili się tego wieczoru swoimi ulubionymi wierszami, Szymon Pawlicki zaprezentował utwór spoza kręgu Skamandra. Był to wiersz Jonasza Kofty „Próby sił”, który poeta napisał… na zamówienie Gospodarza Salonu. – Byłem wtedy szefem Biura Kultury Komisji Krajowej, odbywał się I zjazd „Solidarności”. Poprosiłem Jonasza, żeby nam zadedykował swój utwór. Odebrałem go z pociągu i na pomiętych serwetkach przeczytałem: „Skoro po nocy przychodzi świt, Nie wierzyć znaczy nie żyć”; „Jeżeli będziemy do bólu mądrzy, Nie damy się podzielić”. Był to jedyny wiersz zaprezentowany z pamięci. Warto dodać, że Szymon Pawlicki przeczytał go tylko raz w życiu…

Ty? Ja? Myślałem, żeby taki żarcik zrobić z bisem – zakończył szeptem Andrzej Łapicki, a podchwyciła to roześmiana publiczność. – Tu słychać wszystko? – spytał Szymon Pawlicki. – I bardzo dobrze! Żadnych tajemnic – dodał Łapicki. – Podsłuch jest wszędzie – skomentował wesoło Pan Szymon, czemu towarzyszyły salwy śmiechu na widowni.

No i na ten bis, który obaj znakomici aktorzy mieli dawno w zanadrzu, widzowie posłuchali jeszcze nomen omen „Poematu o końcu” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego… Ale i to jeszcze nie był koniec – mimo kwiatów i poematu…
– Chcecie już wychodzić? – spytał Andrzej Łapicki, na co publiczność wyraźnie zaprzeczyła. Na do widzenia usłyszała kolejne dwa utwory – Juliana Tuwima… „Lokomotywę” (przecież Skamandryta jak się patrzy!) i … „Małpę w kąpieli” Aleksandra hr. Fredry w wykonaniu Szymona Pawlickiego. Wiersz, który można uznać za debiut sceniczny konińskiego aktora (wykonany w wieku lat 6, w zastępstwie za zjedzonego przez tremę starszego brata!).

Oprócz poezji, oprócz świetnych wykonań, wzruszeń i dobrej zabawy, padły też życzenia. Z okazji Dnia Matki złożył je ze sceny zastępca prezydenta Konina, Marek Waszkowiak. Majowemu wydaniu Salonu patronował wszak honorowo prezydent miasta – Józef Nowicki. Czytaniu poezji tradycyjnie towarzyszyła muzyka. Utwory Fryderyka Chopina – Etiudy a-mol i As-dur oraz Claude’a Debussy’ego – preludia, „Minstrele” i „Dziewczynę o włosach jak len” – zagrał na fortepianie Radosław Goździkowski, uczeń Państwowej Szkoły Muzycznej I i II Stopnia im. Ignacego Jana Paderewskiego w Koninie.



Współorganizatorami Salonu Poezji były Urząd Miejski w Koninie i Miejska Biblioteka Publiczna, dzięki którym konińskie święto poezji było bezpłatne dla wszystkich Mam. W klimat Salonu wprowadziła widzów Katarzyna Kubacka, koordynatorka tego projektu w naszym mieście. A w kuluarach? Toczyły się jeszcze rozmowy o poprzednich Salonach.


foto: Marcin Oliński

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2