Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Tryptyk Zaduszkowy po trójkącie

W takie dni jak te w murach zabytkowej świątyni w Morzysławiu rozbrzmiewa muzyka. Prawie anielska, w każdym razie dedykowana ludziom – słabym i mocnym, bez podziałów. Tym, którzy już odeszli i tym, którzy trwają, krzątając się w codzienności. Tę pamięć przywołał znów Tryptyk Zaduszkowy „Nie wszystek umrę” – wydarzenie muzyczne, które niczym miłość łączy obie krainy – żywych i umarłych. Jedyny na mapie kulturalnej kraju. Artyści, dzięki którym istnieje w tak wyjątkowy sposób, znów pokazali, czym jest muzyka, słowo i przesłanie. W składzie Tryptyku znaleźli się bowiem: Michał Zygmunt, Elżbieta Adamiak i Magda Umer, oraz wszyscy cisi bohaterowie, których kompozycje i teksty zostały wykonane w trzy listopadowe wieczory.

„Wsiowo i światowo”

Michał Zygmunt – niekwestionowany wirtuoz gitary, kompozytor odważny, obdarzony nieograniczoną wyobraźnią, czerpie garściami z muzyki świata. Aranżując tradycyjne ludowe melodie, motywy, zaklina je w dźwięki, kojarząc brawurowo i czule. A że wie, co robi, to słychać nie tylko na kolejnych krążkach, ale też w innych krajach. Jego wizja tradycji, muzyki, komponowania jest zaraźliwa, na tyle, że dołączają do niego inni. Pierwszą płytę, „Organic”, która zachwyciła słuchaczy i recenzentów, nagrał ze światowej sławy producentem, perkusistą, Rolim Mosimannem, znanym ze współpracy z Faith No More, Bjork czy Smashing Pumpkins i Radkiem Bondem Bednarzem (gitara basowa, Milloop Hang en Hsigh), i tak zostało. Wspólnie tworzą trio – ROOT ORCHESTRA, którego nazwa naturalnie nawiązuje do tego, co pierwotne, podstawowe, wyjściowe i co skłania dalej do komponowania magii własnej. Muzycy wydali już kolejne dwa krążki „Z wiatrem i pod wiatr” oraz „Big Fish in the Big Water”.

Koncert ROOT ORCHESTRA w kościele świętego Wojciecha – kołysał, relaksował, niósł na fali. Bez słów, bo wszystkim zajęły się dźwięki. Kto by pomyślał, że gitara, bas, perkusja mogą tak wyciszyć i tak ekscytować? Twórczość Michała Zygmunta, nazywanego przez krytykę muzyczną ‘polskim Peterem Gabrielem’ (łączy ich bliskie spojrzenie na muzykę korzeni) trafnie ujął w jednym zdaniu dziennikarz i instrumentalista, Filip Łobodziński:  „Trzecia płyta („Big Fish in the Big Water”, którą można było nabyć po koncercie – przyp. red.) to dalszy ciąg wędrówek po niemożliwym szlaku, na którym spotykają się – jak w potencjalnym dowcipie – Polak, Rusek, Murzyn z Delty, Żyd i Indianin. W inspirowanych ludową nutą melodiach słychać i karpacką melancholię, i chłopskie westchnienie, i bluesowy pazur, i amazońskie szamaństwo”. I tak było, proszę Państwa 8 listopada br., podczas pierwszego dnia Tryptyku, dedykowanego dziennikarzom. Tym, którzy odeszli już dawno, tym, którzy opuścili nas przed chwilą. I tym, którzy ciągle robią swoje.


foto: Zdzisław Siwik

„Jest wiara nadzieja jest miłość”

Do publiczności, z którą się zaprzyjaźnia mówi po koncercie: „Do zobaczenia w sąsiednim przedziale”. Tak powiedziała u nas, nie kryjąc wzruszenia. Elżbieta Adamiak, którą publiczność pokochała od pierwszej zaśpiewanej piosenki, komponuje, kompiluje. Niezmiennie od 1975. Koncertowała na całym globie, poruszając się po trójkącie: wiary, nadziei, miłości. I taka właśnie jest niczym kraina łagodności zaprawiona mocą niezłomności, płynącej z tego, co piękne, dobre i mądre. Tworzy z myślą o swych koleżankach, bo chce, by jej piosenki wykonywały piękne głosy. Tak było z Grażyną Łobaszewską, której wrażliwość uwielbia, tu utwór okazał się „zbyt Adamiakowy”. Podczas Tryptyku Zaduszkowego nie tylko śpiewała, prowadziła też rozmowę z publicznością, przywoływała nazwiska poetów, których teksty kompiluje (nie narażając się na urazę i na szczęście w obrębie jednego nazwiska). Tak  było między innymi z jej „Jesienną zadumą” Jerzego Harasymowicza. Kiedy wysłuchał jej wykonania, powiedział: „Proszę Państwa! To już nie jest mój wiersz. Ale podpisuję się pod nim obiema rękami”. Dla Adamiak „piszą” nie tylko znani, żywi czy umarli poeci, piszą znakomici: Adam Ziemianin, Andrzej Poniedzielski, Józef Baran albo i Edward Stachura. A ona sama zapożycza melodie z różnych stron świata, w którym jest dobrze znana. Najpiękniejsze utwory z jej repertuaru wzruszyły też prezydenta Konina, Józefa Nowickiego, który osobiście dziękował artystce za występ. Jak powiedział, nawiązując do tekstu piosenki „Trwaj chwilo”, jest pewien, że po tym koncercie rany naszych sumień szybciej się zabliźnią.

Drugi dzień Tryptyku Zaduszkowego, z Elżbietą Adamiak, został poświęcony ludziom zmagającym się z uzależnieniami. Piosenkarka zadedykowała go z kolei bliskim takich osób. W świątyni w Morzysławiu towarzyszyli jej na fortepianie – Piotr Goliat, na kontrabasie – Piotr Górka i na gitarze – Sebastian Ruciński.


foto: Andrzej Moś


Recital 64

64, 35 czy 22 – w przypadku Magdy Umer to bez różnicy. Przyjaciółka Jeremiego Przybory, do którego pokolenia zalicza swą artystyczną mentalność i wrażliwość, artystka, która całym sercem jest po stronie tych, którzy przeżywają wiele złych lat i kilka dobrych dni, a lgnie do tych, którzy mają za sobą liczne dobre lata i kilka kiepskich dni, zaprezentowała w Koninie swój „Recital 64”, który nie schodzi z afisza Teatru Polonia. Okazją do stworzenia nowego programu były urodziny, które w podanej liczbie, obchodziła 9 października tego roku.

Niewiele osób wie, jak zaczynała karierę. Na końcu kolejki, powiedziałoby się dzisiaj, do castingu. Zmęczona, stremowana, młoda stanęła przed komisją, której przewodniczył Maciej Zembaty. Śpiewała piosenkę Osieckiej, której tekst brzmiał: „Twoje włosy w moich rękach jakoś dziwnie pachną dziś”. Tyle, że Magda Umer, ani matka, ani babka, pozwoliła sobie na lapsus: „Twoje oczy w moich rękach jakoś dziwnie pachną dziś”… Tym sposobem zapewniła sobie natychmiastowy angaż do kabaretu „Dreszczowisko”, któremu szefował Zembaty.

Jak widać Agnieszka Osiecka towarzyszyła Magdzie Umer od zarania. Od jej „Luny srebrnookiej” zaczęła też Tryptykowy Wieczór Trzeci, 10 listopada br. Przejrzysta dykcja, delikatny, a jednocześnie mocny głos, poeci, kompozytorzy, których niesie w swoich wykonaniach zaprosili słuchaczy do jej świata. Pięknie odnalezionych i powiązanych słów, poezji i wrażliwości, ale też nadziei, która nie pozwala przestać wierzyć, że „Jeszcze w zielone gramy”.

Wasowski, Krajewski, Młynarski, Stachura, Przybora, Kazanecki, Poniedzielski, Osiecka i inni – to właśnie oni otaczali Artystkę i nas swoim pięknem. I cóż się okazało? Że Magda Umer wspiera samotnych i opuszczonych, lgnie do silnych i pewnych siebie, a prezydent Nowicki – właśnie do niej, w swoim i naszym, mieszkańców i słuchaczy imieniu.

W koncercie, nad którym kierownictwo muzyczne sprawuje pianista i aranżer, Wojciech Borkowski usłyszeliśmy utwory, które kojarzone są z Magdą Umer – jak chociażby „Oczy tej małej” czy „Balladę o niebieskim pachnącym groszku”, ale i te z najnowszych płyt mistrzyni lirycznych wykonań („Noce i sny”, „Wciąż się na coś czeka”). Wspólnie z nią w morzysławskiej świątyni wystąpili muzycy: Paweł Stankiewicz, Bartłomiej Krauz, Maciej Szczyciński i Piotr Maślanka.

Recital Magdy Umer zakończył Tryptyk Zaduszkowy w tym roku.  Po raz szósty organizowały go: parafia pod wezwaniem Świętego Wojciecha w Morzysławiu, Koniński Dom Kultury i Urząd Miejski w Koninie, a koordynowali Anna Wysocka i ksiądz Paweł Śmigiel.


foto: Zdzisław Siwik
 

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2