Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o celu ich używania w przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki
Logo - Kulturalny Konin

Maria Peszek. Życie bez pośpiechu

W nieustannym ruchu, kreatywna, ale i świetnie zorganizowana aktorka, wokalistka – Maria Peszek zaśpiewała w CKiS DK „Oskard” 8 marca 2013. Występując ze znakomitym zespołem, dała koncert, który potwierdził moc jej artystycznych wyborów, którymi podzieliła się z konińską publicznością. Wywiadu na temat swojej drogi, sensu uprawiania muzyki i odkryć na temat życia udzieliła redakcji portalu www.kulturalnykonin.pl. Publikujemy poniżej.

Izabela Bobrowska:Lider grupy Woodkid, Yoann Lemoine powiedział kiedyś: „Chcę, aby ludzie słuchając mojej muzyki, czuli się bohaterami”. Jak mają się czuć słuchacze Marii Peszek?

Maria Peszek:
– Chciałabym, aby czuli się wolni, bo dla mnie to najpełniejsza definicja szczęścia. Żeby było im dobrze.  Żeby czuli się bezpiecznie w swojej inności, świadomi tego, że mogą kroczyć własną drogą.

IB:Czym dla Pani jest wolność? Może ją Pani zdefiniować?

MP: –  Wyborem. Wybór każdej drogi, i każdy tak naprawdę wybór, definiuje wolność. Niesie to odpowiedzialność straszną, ale z drugiej strony – daje niewiarygodne poczucie bycia wolnym. To jest coś, co niedawno odkryłam, bo chyba jest tak, że do tego się dorasta, dojrzewa. Dla kogoś innego, wolność może znaczyć coś zupełnie innego. Dla mnie osobiście to wybór i możliwość decydowania. Potem wszystko jest już proste.

IB: – Ostatnia Pani płyta, „Jezus Maria Peszek”, teksty na niej zawarte, wyrosły z kryzysu. Wielokrotnie mówiła Pani, że żyła w określony sposób, który do tego doprowadził, nie szanując potrzeb swojego ciała, emocji. Było to życie na kredyt. Pojawiło się zrozumienie? Traktuje to Pani jako lekcję?

MP: – Patrząc na to, jak wygląda wiosenna trasa, można odnieść wrażenie, że niczego mnie to nie nauczyło. Korzystania z własnych zasobów energii ciągle się uczę i to jest oczywiście bardzo trudne dla mnie, żeby nie dawać z siebie 125 procent. Okazuje się jednak, że moje 85 procent bywa równie skuteczne, a czasami nawet ciekawsze. Cała ta sytuacja, zmiana nastawienia były dla mnie bardzo ważne, chociaż niełatwe. Jestem osobą w taki sposób ukształtowaną, z taką naturą i pochodzę z domu, w którym wszyscy uprawiamy zawód polegający na spalaniu się. Doszczętnym. Więc teraz się uczę, mimo morderczej trasy, staram się dbać o siebie. Dużo spać, dużo wypoczywać, być asertywną. „Czy mogę zrobić Pani zdjęcie?”. „Nie, bo jestem bez makijażu” – to są takie detale, które w efekcie dużo dają.

IB: – A jak Pani wtedy to postrzegała? To było bohaterstwo, że z bólem nerek, obustronnym zapaleniem uszu wchodziła Pani na scenę?

MP: – Wyganiało mnie poczucie obowiązku. Odpowiedzialności. To jest przecież mój zawód. Mam to szczęście, szczególnie odkąd zajmuje się muzyką, że spotyka się to z bardzo dużym zainteresowaniem. Ludzie kupują bilety, chcą uczestniczyć w tych koncertach, wydaje mi się to ważną i szczęśliwą sytuacją, więc kiedy choruję i muszę odwołać koncert – to jest dla mnie coś bardzo trudnego. To nie kwestia bohaterstwa, ale poczucie obowiązku wobec słuchaczy, którzy będą zawiedzeni. Prosta sprawa. To jakby piekarz nie upiekł bułek, my rano wszyscy przychodzimy po pieczywo, a jego nie ma. Myślę, że jeśli jest to bohaterstwo, to takie bardziej przyziemne.

IB: – Po Pani rozmowie z ks. Andrzejem Dragułą, która znalazła się na łamach „Tygodnika Powszechnego” – „Jezus Maria Andrzej”, nagle ucichły medialne spekulacje. Choć pojawiły się też głosy, że katolicki ksiądz nie powinien spotykać się z niewierzącą Marią Peszek. Czym dla Pani była ta rozmowa?

MP:  – Odbyła się dzięki Andrzejowi Franaszkowi, niezwykłemu pisarzowi, autorowi biografii Czesława Miłosza, który do mnie zadzwonił i do niej namówił. Był to pomysł redakcji „Tygodnika Powszechnego”, wspierany mocno przez księdza Bonieckiego. Byłam wtedy strasznie zmęczona, ale nie żałuję, bo Draguła jest świetnym, mądrym, zabawnym człowiekiem. Ani ja, ani on nie odstąpiliśmy od swoich poglądów, wręcz przeciwnie – ja w moich mocniej się utwierdziłam. Była to przede wszystkim bardzo fajna rozmowa. Zawsze warto spotkać interesującą osobę.

IB: – A propos. Na stronie Frondy znalazłam zadziwiający w tym miejscu komentarz na temat: „Profesor Religa był człowiekiem niewierzącym, nie znam nikogo, kto nie chciałby z nim rozmawiać…”.  Zastanawiają mnie jednak Pani teksty. Po jednym, który zawiera ostatnia płyta, powiedziała Pani, że mama szlochała, tata się zastanawiał. Na ile są kreacją artystyczną, a ile zawierają Pani osobistych przekonań i emocji?

MP: – „Miasto mania” była zabawą słowami, „Maria awaria” – najczystszą, lecz szlachetną prowokacją. Ta płyta też była zabawą – własną seksualnością, czerwonymi szpilkami. Sprawdzaniem, jak to jest być laską. Teksty zawarte na tej najnowszej więcej mówią o sytuacji, w jakiej się znalazłam, o moich przemyśleniach w związku z tym.

IB: – Co 3-4 lata na rynku ukazuje się Pani nowa płyta. Z moich obliczeń wynika, że kolejny materiał zostanie opublikowany w 2015/2016 roku. Czy wiadomo już, na co mogą liczyć słuchacze Marii Peszek?

MP: – Tego na pewno nie zdradzę. Mam kilka pomysłów na inne rzeczy. W tej chwili koncertujemy, zespół jest w szczytowej formie. Po zakończeniu trasy wyjadę pewnie w kolejną podróż, w której się coś urodzi. Chcę odpocząć. Nie spieszę się.

IB: – Dziękuję za rozmowę.


 
 
 

Polecamy











Inne:

Linki:

Copyright © Kulturalny Konin 2012
wykonanie bp8.pl serv2